I tak oto na naszych oczach otwiera się okno Overtona. Jeszcze niedawno wyklęty i ścigany parias światowego terroryzmu przyjmowany jest dziś z honorami w Białym Domu. O kim mowa? O tymczasowym, samozwańczym prezydencie Syrii Ahmadzie asz-Szara. W swoim poprzednim wcieleniu znany jako Abu Mohamed al-Dżawlani i wyceniany przez władze USA w 2018 r. za poprzedniej prezydentury Donalda Trumpa na 10 milionów USD. To dość wysoka wycena, zważyć jednak trzeba, że niedawny gość prezydenta Trumpa walczył z Amerykanami jeszcze w Iraku w szeregach Al-Kaidy, a jego nauczycielem i mistrzem był sam Ajman al-Zawahiri, jeden z architektów zamachów z 11 września 2001 r. Zasłużył się także jako bliski współpracownik Abu Bakra al-Baghdadi, nieżyjącego już przywódcy ISIS i kalifa Państwa Muzułmańskiego.
Tymczasem trwa ofensywa dyplomatyczna nowych władz Syrii. Prezydent asz-Szara najpierw spotkał się w połowie października z Putinem. To o tyle ciekawe, że to przecież Rosja udzieliła azylu obalonemu przez niego Baszarowi Asadowi. Niejasna jest sytuacja z bazą morską w Latakii, do niedawna użytkowaną przez rosyjskie okręty i samoloty. 11 listopada br. asz-Szara został ciepło powitany w Białym Domu. Jego gospodarz określił go jako „pragmatycznego przywódcę z którym można robić interesy”. To pierwsza w historii wizyta prezydenta Syrii w USA od czasu powstania tego państwa w 1946 r. Wprawdzie to prezydent Trump osobiście skreślił go niedawno z listy najgroźniejszych terrorystów. Pytanie, czy to nie ten sam Donald Trump umieścił go na tej liście w 2018 r., ale baza w Latakii jest łakomym kąskiem i jak widać – zainteresowanych jej użytkowaniem nie brakuje. Syryjski przywódca jest z kolei zainteresowany zdjęciem z jego kraju amerykańskich sankcji gospodarczych, jak również odbudową kraju po wieloletniej wojnie domowej.
Przy okazji odnalazł się zaginiony minister spraw zagranicznych Turcji. Znalazł się nieoczekiwanie w Białym Domu w tym samym czasie, gdy gościł tam w nienagannie skrojonym garniturze były dżihadysta Ahmad asz-Szara. Turcja jest bowiem niejako akuszerem nowej syryjskiej władzy.
Niebawem zdarzyć się może, że okno Overtona otworzy się nad sąsiadem Syrii – Iranem. Okaże się wówczas, że groźni starcy znad zatoki Perskiej zbombardowani niedawno za swoje nuklearne ambicje to w gruncie rzeczy gromada wesołych tetryków w śmiesznych turbanach i malowniczych szalach w pepitkę. I nad nimi może łaskawy Overton okno swoje otworzyć. Wystarczy, że odwrócą sojusze i zaleją rynek swoją tanią niskosiarkową ropą według wskazań lokatora Białego Domu. Przecież kiedyś już tak było za reżimu szacha, kiedy to kwitła przyjaźń persko-amerykańsko-żydowska, a Izrael testował swoje rakiety na irańskich poligonach. Nikomu nie przeszkadzały wówczas tajna policja Savak czy owiane złą sławą więzienie Ewin. Ważne, że USA korzystały z chłonnego rynku zbytu na swoje uzbrojenie, a szach, jak to szach, trzymał swoich arabskich sąsiadów w szachu. Dziś okno Overtona otwarte jest nad Arabią Saudyjską, ochoczo zbrojącą się w amerykańską broń, a po cichu kombinującą z Pakistanem nad własną bronią atomową. Kto dziś pamięta Saudyjczyka Osamę bin Ladena czy wahhabickich pilotów kamikadze uderzających w Nowy Jork 11 września.
W przypadku Syrii okno Overtona otwiera się bardzo szybko, by nie powiedzieć – błyskawicznie. Powinniśmy uważać, by nie przegapić okazji. Przecież jeszcze w latach 2000. polski przewoźnik LOT latał do Damaszku, a nasi turyści tłumnie podziwiali zabytki pięknie położonej na wzgórzach stolicy Syrii, cytadelę Aleppo, czy ruiny antycznej Palmyry. A przecież były to czasy rządów okrutnej dynastii Asadów, ale kto wtedy o tym myślał, okno Overtona i wówczas stało nad Syrią otworem.
Zbigniew Mielczarek









0 komentarzy