W świecie islamu, Iranu i Pakistanu

Syria – Donald Trump otwiera okno Overtona

Syria – Donald Trump otwiera okno Overtona

I tak oto na naszych oczach otwiera się okno Overtona. Jeszcze niedawno wyklęty i ścigany parias światowego terroryzmu przyjmowany jest dziś z honorami w Białym Domu. O kim mowa? O tymczasowym, samozwańczym prezydencie Syrii Ahmadzie asz-Szara. W swoim poprzednim wcieleniu znany jako Abu Mohamed al-Dżawlani i wyceniany przez władze USA w 2018 r. za poprzedniej prezydentury Donalda Trumpa na 10 milionów USD. To dość wysoka wycena, zważyć jednak trzeba, że niedawny gość prezydenta Trumpa walczył z Amerykanami jeszcze w Iraku w szeregach Al-Kaidy, a jego nauczycielem i mistrzem był sam Ajman al-Zawahiri, jeden z architektów zamachów z 11 września 2001 r. Zasłużył się także jako bliski współpracownik Abu Bakra al-Baghdadi, nieżyjącego już przywódcy ISIS i kalifa Państwa Muzułmańskiego.

Tymczasem trwa ofensywa dyplomatyczna nowych władz Syrii. Prezydent asz-Szara najpierw spotkał się w połowie października z Putinem. To o tyle ciekawe, że to przecież Rosja udzieliła azylu obalonemu przez niego Baszarowi Asadowi. Niejasna jest sytuacja z bazą morską w Latakii, do niedawna użytkowaną przez rosyjskie okręty i samoloty. 11 listopada br. asz-Szara został ciepło powitany w Białym Domu. Jego gospodarz określił go jako „pragmatycznego przywódcę z którym można robić interesy”. To pierwsza w historii wizyta prezydenta Syrii w USA od czasu powstania tego państwa w 1946 r. Wprawdzie to prezydent Trump osobiście skreślił go niedawno z listy najgroźniejszych terrorystów. Pytanie, czy to nie ten sam Donald Trump umieścił go na tej liście w 2018 r., ale baza w Latakii jest łakomym kąskiem i jak widać – zainteresowanych jej użytkowaniem nie brakuje. Syryjski przywódca jest z kolei zainteresowany zdjęciem z jego kraju amerykańskich sankcji gospodarczych, jak również odbudową kraju po wieloletniej wojnie domowej.

Przy okazji odnalazł się zaginiony minister spraw zagranicznych Turcji. Znalazł się nieoczekiwanie w Białym Domu w tym samym czasie, gdy gościł tam w nienagannie skrojonym garniturze były dżihadysta Ahmad asz-Szara. Turcja jest bowiem niejako akuszerem nowej syryjskiej władzy.

Niebawem zdarzyć się może, że okno Overtona otworzy się nad sąsiadem Syrii – Iranem. Okaże się wówczas, że groźni starcy znad zatoki Perskiej zbombardowani niedawno za swoje nuklearne ambicje to w gruncie rzeczy gromada wesołych tetryków w  śmiesznych turbanach i malowniczych szalach w pepitkę. I nad nimi może łaskawy Overton okno swoje otworzyć. Wystarczy, że odwrócą sojusze i zaleją rynek swoją tanią niskosiarkową ropą według wskazań lokatora Białego Domu. Przecież kiedyś już tak było za reżimu szacha, kiedy to kwitła przyjaźń persko-amerykańsko-żydowska, a Izrael testował swoje rakiety na irańskich poligonach. Nikomu nie przeszkadzały wówczas tajna policja Savak czy owiane złą sławą więzienie Ewin. Ważne, że USA korzystały z chłonnego rynku zbytu na swoje uzbrojenie, a szach, jak to szach, trzymał swoich arabskich sąsiadów w szachu. Dziś okno Overtona otwarte jest nad Arabią Saudyjską, ochoczo zbrojącą się w amerykańską broń, a po cichu kombinującą z Pakistanem nad własną bronią atomową. Kto dziś pamięta Saudyjczyka Osamę bin Ladena czy wahhabickich pilotów kamikadze uderzających w Nowy Jork  11 września.

W przypadku Syrii okno Overtona otwiera się bardzo szybko, by nie powiedzieć – błyskawicznie. Powinniśmy uważać, by nie przegapić okazji. Przecież jeszcze w latach 2000. polski przewoźnik LOT latał do Damaszku, a nasi turyści tłumnie podziwiali zabytki pięknie położonej na wzgórzach stolicy Syrii, cytadelę Aleppo, czy ruiny antycznej Palmyry. A przecież były to czasy rządów okrutnej dynastii Asadów, ale kto wtedy o tym myślał, okno Overtona i wówczas stało nad Syrią otworem.

Zbigniew Mielczarek

Konflikt Afganistan–Pakistan

Ledwie Donald Trump ugasił pożar, który wybuchł w maju br. pomiędzy skłóconymi od lat nuklearnymi potęgami Pakistanem oraz Indiami, i mógł skutecznie wziąć się za rozwiązywanie problemów Bliskiego Wschodu, to na horyzoncie pojawił się nowy płomień. Wybuchły walki pomiędzy armią Pakistanu a afgańskimi talibami. Media, zajęte negocjacjami między Izraelem i Hamasem, nie poświęciły tej sprawie zbyt wiele uwagi. Co łączy te trzy zapalne ogniska naszego świata – tak przecież odległe od siebie? Wydawałoby się, że nic, co więcej – starcia na granicy pakistańsko-afgańskiej bardziej wyglądają na rodzinną awanturę. A jednak jest coś, co łączy te konflikty – ręka Europejczyka. To rękoma brytyjskich dyplomatów i polityków pod wodzą lorda Mountbattena kreślono w 1947 r. granicę między hinduistycznymi Indiami a muzułmańskim Pakistanem, kończąc kilkusetletnią jedność subkontynentu indyjskiego. Deklaracja premiera Wielkiej Brytanii Balfoura z 1917 r. stała się częścią traktatu z Sèvres, będącego de facto rozbiorem Imperium Osmańskiego. Mocarstwa europejskie, flirtując z ruchem syjonistycznym, utworzyły Palestynę, która w założeniu miała przecież być domem dwóch bratnich semickich narodów.

O co poszło tym razem na granicy Afganistanu i Pakistanu? W szczególe o atak pakistańskich dronów na obiekty w Kabulu. W ogóle o tzw. linię Duranda. Czy Durand był Afgańczykiem? A może Hindusem? Nie, sir Mortimer Durand był brytyjskim dyplomatą, któremu w 1893 r. zlecono dokonanie rozgraniczenia między „Perłą w Koronie” – Indiami Brytyjskimi a ciągle niespokojnym Afganistanem. Wziął zatem liniał do ręki i zaczął kreślić na rozłożonej mapie. Kreślił rozsądnie, grzbietami gór, dolinami rzek, środkiem bezpańskiej pustyni – w sumie 2640 km linii granicznej. Sir Mortimer nie wziął tylko jednej rzeczy pod uwagę, że oprócz rzek, gór i pustyni żyją tam ludzie. Ci ludzie to Pasztuni. Stanowią oni prawie 40% liczącej już 42 miliony populacji Afganistanu, po drugiej stronie granicy w Pakistanie żyje ich 40 milionów. Mają swój język paszto i kodeks honorowy pasztunwali. Kolejny po Kurdach czy Beludżach naród bez ojczyzny. Co spowodowało wymianę ognia między krajami, które mają ze sobą wiele wspólnego? Krajami, z których jeden udzielił kiedyś schronienia bojownikom spoza linii Duranda? No właśnie, powodem byli talibowie, tym razem talibowie pakistańscy z organizacji TTP (Tehrik e-Taliban Pakistan). Korzystają oni jako Pasztuni z gościnności swoich braci zza miedzy zgodnie z kodeksem pasztunwali. Ci sunniccy ortodoksi są w opozycji wobec władz w Islamabadzie, uważanych przez nich za zbyt liberalne i świeckie. Kiedyś z ich gościnności korzystali talibowie afgańscy, dziś role się odwróciły. Mimo bliskich relacji obydwu krajów obecność pakistańskich talibów w Afganistanie stawia władze w Kabulu przed takim samym problemem jak niegdyś obecność Osamy bin Ladena. Kodeks pasztunwali zobowiązuje je do pomocy i ochrony swoich pasztuńskich braci. Zapomniana linia Duranda, która podzieliła kiedyś ich ziemie, nigdy nie została przez władze Afganistanu uznana. Tymczasem władze Pakistanu, nękane zamachami ze strony TTP, wymierzonymi głównie w siły zbrojne, policję i administrację rządową usiłują siłą wyeliminować groźnego przeciwnika. Bezpośrednią przyczyną najnowszego konfliktu był atak pakistańskich dronów na przywódców tej organizacji rezydujących w Kabulu. Zostali zabici. Nie mogło to pozostać bez odpowiedzi, stąd wymiana ognia w kilku prowincjach pogranicznych i zamknięcie głównych przejść granicznych w Torkham na północy i Chaman na południu. Utknęły na nich setki ciężarówek, blokując wymianę handlową między krajami. Sytuacja taka zapewne nie potrwa długo, bo obie strony zbyt wiele łączy. Pewnie jeden telefon Donalda Trumpa załatwiłby sprawę, dodając kolejny wawrzyn do jego korony gołąbka pokoju. Ma on jednak ważniejsze sprawy na głowie i można się spodziewać, że wszystko szybko tak czy owak wróci do normy. Istniejące międzynarodowe bezpośrednie połączenia lotnicze z Kabulem umożliwiają już od dwóch lat podróże turystom, tak chętnie witanym przez miejscowe władze. Starają się one wykorzystać potencjał turystyczny kraju w walce z biedą coraz liczniejszej ludności. Coraz więcej biur podróży, w tym również z Polski, oferuje wyjazdy do Afganistanu pomimo ostrzeżeń ze strony polskiego MSZ. Kraj jest bardzo przyjazny turystom mimo braku infrastruktury, a poziom bezpieczeństwa stopniowo wzrasta. Owszem, istnieją liczne posterunki kontrolne, trzeba przestrzegać miejscowych norm i obyczajów, ale wspaniała przyroda i zabytki warte są ryzyka.

Zbigniew Mielczarek
13.10.2025

Azja Centralna łapie wiatr w żagle

Azja Centralna łapie wiatr w żagle

1 września zakończył się w Tianjin kolejny, 25. szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW). Wzięło w nim udział 26 szefów państw i rządów, w tym przywódcy wszystkich 10 krajów członkowskich SOW i przedstawiciele organizacji międzynarodowych, min. sekretarz generalny ONZ. Na zdjęciach w pierwszym szeregu tuż obok przewodniczącego CHRL Xi Jinpinga, prezydenta Rosji Putina i premiera Indii Modiego znaleźli się prezydenci Uzbekistanu, Kazachstanu i Tadżykistanu. Dowodzi to rosnącego znaczenia regionu na mapie świata. Mainstreamowe media nie poświęciły temu wydarzeniu większej uwagi, co nie znaczy, że było ono bez znaczenia. W końcu SOW reprezentuje 40% światowej populacji. Abstrahując od zbliżenia wielkich rywali Chin i Indii, odnotować wypada także aktywną obecność nowego prezydenta Iranu Mahmuda Pezeszkiana.

Jednocześnie nasza prasa wiele miejsca poświęciła inauguracji połączenia PKP Cargo Polska – Chiny Nowym Jedwabnym Szlakiem. A wypada przypomnieć, że szlak ów wiedzie właśnie przez Azję Środkową. Kontenerowy pociąg symbolicznie wyruszył z terminala w Warszawie, by po 11–13 dniach osiągnąć chińskie Zhengzou. Tym samym PKP Cargo dołączyło do PLL LOT, które są obecne w Azji Centralnej już od kilku lat. Polska firma odzieżowa LPP wchodzi na rynek uzbecki ze swoją marką Sinsay, otwierając sklepy w Taszkencie, Bucharze, Samarkandzie i Andiżanie. Autobusy komunikacji miejskiej w Taszkencie korzystają z olejów marki Lotos.

Nie ma już chyba w Polsce biura podróży, które nie oferowałoby wyjazdów do Uzbekistanu czy Kazachstanu. W kwietniu br. Uzbekistan odnotował rekordową liczbę miliona turystów odwiedzających ten kraj. We wrześniu w Bucharze odbywa się światowe Biennale Sztuki organizowane pod auspicjami UNESCO. Tymczasem w Chiwie zakończył się doroczny Festiwal Melona. Poprzedziły go międzynarodowe zawody zapaśnicze im. Mahmuda Pahlavana, patrona Chiwy. To słynne zapasy „milly kurash”, narodowy sport wywodzący się jeszcze z czasów słynnego Tamerlana, uprawiany tam od wieków jako ćwiczenia wojskowe.

Polonia w Uzbekistanie jest nieliczna. Liczbę osób deklarujących polskie korzenie szacuje się na ok. 4 tysiące. Niestety osoby te praktycznie utraciły znajomość języka polskiego. W stolicy kraju działa stowarzyszenie Świetlica Polska, organizujące m.in. świąteczne kolędowanie w tzw. Polskim Kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Natomiast szacuje się, że w Polsce żyje i pracuje ok. 20 tys. Uzbeków, zatrudnionych głównie jako kierowcy i pracownicy budowlani.

Wypada zauważyć, że dzietność mieszkańców Azji Centralnej określa liczba 2,6. Dla porównania dzietność Polaków wynosi aktualnie 1,03 i kształtuje się jako historyczne minimum. Warto zapomnieć na chwilę o naszym europocentryzmie i sięgnąć po książkę Khanna Paraga, hinduskiego rozmówcy Jacka Bartosiaka, pod znamiennym tytułem „Przyszłość należy do Azji”.

Zbigniew Mielczarek

Uzbekistan – jak się przygotować do podróży? Kilka praktycznych porad od Zbigniewa Mielczarka

Uzbekistan – jak się przygotować do podróży? Kilka praktycznych porad od Zbigniewa Mielczarka

Planując podróż do Uzbekistanu, wiele osób pyta: od czego zacząć? Na co zwrócić uwagę? Co naprawdę warto wiedzieć, zanim wsiądzie się do samolotu?

Po przeprowadzeniu wielu wycieczek po tym fascynującym kraju i po licznych własnych podróżach, Zbigniew Mielczarek postanowił zebrać swoje doświadczenia w książce Uzbekistan. W sercu Jedwabnego Szlaku. A już dziś dzieli się kilkoma praktycznymi poradami, które mogą ułatwić przygotowania każdemu, kto planuje wyprawę.

  1.  Nie trzeba się obawiać – Uzbekistan to kraj bardzo przyjazny turystom.
    Gościnność mieszkańców Uzbekistanu jest legendarna. Oczywiście warto znać podstawowe zasady kultury (opisane szczegółowo w książce), ale generalnie – jest to miejsce bezpieczne i otwarte.
  2. Warto planować trasę z wyprzedzeniem.
    Kraj jest rozległy, a transport nie zawsze działa tak sprawnie, jak w Europie. Dlatego dobrze wcześniej zaplanować, ile dni poświęcić na Samarkandę, Bucharę, Chiwę czy inne miejsca.
  3. Uzbekistan to także kuchnia – i to jaka!
    Nie samymi zabytkami podróżnik żyje. Pilaw, samsy, lagman, lepioszki – to smaki, które zostają w pamięci. W przewodniku Zbigniewa Mielczarka znalazł się osobny rozdział poświęcony kulinarnym specjałom tego kraju.
  4. Najważniejsze – warto dać sobie czas.
    Nie warto próbować zobaczyć wszystkiego w kilka dni. Uzbekistan to kraj, który warto poznawać powoli – z otwartością, uśmiechem i gotowością na niespodzianki.

Więcej praktycznych porad i inspiracji można znaleźć w książce Uzbekistan. W sercu Jedwabnego Szlaku – idealnej dla każdego, kto marzy o wyprawie szlakiem dawnych karawan. Przewodnik już niedługo w sprzedaży!

Uzbekistan. W sercu Jedwabnego Szlaku

Osobisty przewodnik po Uzbekistanie – zabytki, kuchnia i kultura Jedwabnego Szlaku.

Nouruz – perski Nowy Rok

Nouruz – perski Nowy Rok

Zbliża się perski Nowy Rok – święto równonocy wiosennej – Nouruz. Tym samym świat irański, a w szczególności Islamska Republika Iranu, wkroczy z dniem 21 marca w nowy, 1404 rok. Kraj ten stosuje własną rachubę czasu liczoną od hidżry, czyli wywędrowania Proroka Mahometa z Mekki do Medyny. Opiera się jednak na kalendarzu słonecznym, zwanym Dżalali, opracowanym w 1079 r. przez słynnego poetę i astronoma Omara Chajjama. Tym samym różni się od kalendarza arabskiego, opartego na roku księżycowym, dzięki czemu poszczególne miesiące, podobnie jak u nas, przypadają zawsze o tej samej porze roku. Nouruz (Nowy Dzień) to największe niereligijne święto w Iranie, trwające 13 dni. To perski karnawał, jedyne radosne święto perskie. Przewodniki na ogół odradzają podróż do Iranu w tym okresie, wiele instytucji jest bowiem nieczynnych lub funkcjonuje w ograniczonym wymiarze. Uczniowie i studenci mają dwa tygodnie ferii. Dlatego też sporo irańskich rodzin funduje sobie w tym czasie nawet dwutygodniowe wakacje i szczelnie wypełnia hotele, środki transportu i obiekty turystyczne. Irański Nowy Rok wywodzi się ze starożytnej – jeszcze elamickiej – tradycji celebrowanej 21 marca na znak początku wiosny. Dziś Nouruz obchodzony jest głównie w Iranie, Afganistanie, Tadżykistanie, Uzbekistanie, Kazachstanie, Turkmenistanie, Azerbejdżanie, Sudanie, Indiach, Pakistanie, Nepalu, w części krajów Bliskiego Wschodu i Chinach.

Jest również celebrowane przez irackich i anatolijskich Kurdów, łącznie przez ponad 300 mln ludzi w kręgu kultury perskiej. W 2009 r. zostało wpisane na listę tradycji UNESCO.

Miał je ustanowić jeszcze Dżamszid – legendarny władca Iranu 3 tysiące lat przed Chrystusem, ale wiadomo, że Cyrus II, założyciel dynastii Achemenidów, już w 538 r. p.n.e. uczynił to święto narodowym świętem Irańczyków. Jest to więc najstarsze święto świata.

W czasach panowania jego następcy Dariusza I obchody Nouruz organizowano w Tacht-e Dżamszid (gr. Persepolis). Zgodnie z panującym zwyczajem w czasach rządów Achemenidów szach nakazywał w tym dniu posprzątać miejsca należące do przestrzeni publicznej, awansował wojskowych, uwalniał i ułaskawiał oskarżonych i więźniów. Podobnie w czasach sasanidzkich, co roku w dzień Nouruz ludzie szli na spotkanie z władcą, który wysłuchiwał ich i rozwiązywał ich problemy.

Święto wiosny oznacza rozpoczęcie prac polowych, przyroda szybko budzi się do życia po zimie. Z chwilą zrównania dnia z nocą podaje się uroczystą kolację świąteczną i składa życzenia – Nouruz Mobarak Bad.

Stół Noworoczny nazywa się Sofre Haft Sin. Haft Sin to niejako specjalne nakrycie stołu, gdzie każdy element ma swoje znaczenie symboliczne. Irańczycy w dawnych czasach uważali liczbę 7 za świętą, znali siedem planet, uznawali 7-dniowy tydzień, stąd też na świątecznym stole znajdzie się 7 głównych elementów siedem przedmiotów – potraw przynoszących szczęście, których nazwa musi zaczynać się na literę „S” – „sin”:

  • SABZE – zielenina, symbol świeżości i rozkwitu, kiełkujące ziarenka pszenicy lub jęczmienia, symbolizują nowo narodzone życie, zdrowie i obfitość;
  • SERKE – ocet, symbol dojrzałości, radości i czystości;
  • SAMANU – sabre/samanu – ziarna pszenicy lub pudding śmietankowy czy też słodowy, potrawa z nasion pszenicy, symbol dostatku;
  • SIB – jabłko, rajski owoc, symbol zdrowia i urody;
  • SIR – czosnek, symbol medycyny, strażnik Haft Sin i środek leczniczy;
  • SUMAK – symbol wschodzącego słońca i smaku życia (kwaskowata przyprawa do szaszłyków – sproszkowany owoc krzewu sumak garbarski – krewny naszego sumaka octowca);
  • SENDŻED – symbol zachodzącego słońca i miłości (sezam lub suszone owoce głożyny (in. daktyl chiński) lub lotosu);
  • SONBOL – hiacynt, symbol wiosny.

Oprócz głównych 7 symboli na Haft Sin możemy znaleźć także: monetę (sekkeh) – symbol bogactwa i łaski, ewentualne zastępstwo ww. elementów stołu; świętą księgę – w Iranie Koran zapewniający wiernym błogosławieństwo; lustro (autorefleksja, odbicie) i świecę – symbol światła, jasności; wodę – symbol życia; pomalowane jajko, pisanka (tukhmeh morg) – symbol płodności, narodzin; żywą złotą rybkę (mahi) – symbol żywotności i radości.

To Haft Sin przypomina nasze siedem potraw w koszyczku wielkanocnym, ale jest to cały ozdobny stół świąteczny albo, inaczej mówiąc, ołtarzyk noworoczny. Prawdopodobnie kiedyś zamiast octu w skład Haft Sin wchodziło zakazane obecnie wino – szarap. Na stole powinna się także znajdować zapalona świeca, lustro (wg wierzeń irańskich odzwierciedla duszę człowieka), egzemplarz Koranu i naczynie z wodą, w którym powinna pływać złota rybka, symbol życia. Maluje się również jaja, składa życzenia i ozdabia wnętrza ciętymi kwiatami. Dzieciom wręcza się prezenty lub pieniądze. Następnego dnia odbywają się tradycyjne wizyty sąsiedzkie i rodzinne, koniecznie z kwiatem w doniczce jako podarkiem, najczęściej jest to sonbol – hiacynt, symbol wiosny. Ten cykl wizyt może potrwać nawet dwa tygodnie. Towarzyszy mu także tradycyjna pielgrzymka noworoczna do Kom lub innego miejsca pielgrzymkowego. Sprząta się również domy, pierze firanki, zasłony i dywany, kupuje nowe meble i ubrania – zwyczaj ten nazywa się chane tekani. Zbędne sprzęty i przedmioty oddaje się ubogim, pośredniczą w tym organizacje dobroczynne. 13 dni po Nouruz przypada kończące go święto Sizdeh be-Dar (Dzień Natury), według tradycji spędzane obowiązkowo poza domem jako piknik na łonie natury. Tego dnia należy wyrzucić do pobliskiej rzeki sabze – zieleninę ze stołu świątecznego absorbującą złe emocje. Obowiązkowe są także żarty w konwencji prima aprilis. Z kolei wigilia Nouruz to święto Czahar-szanbe Suri (Czerwona Środa) – w ostatni wtorek starego roku o zmierzchu zapala się, pali do rana i skacze przez ogniska, stary, jeszcze zoroastryjski obyczaj mający poprzez żywioł ognia odpędzić zło, wystrzeliwuje fajerwerki, czyli coś na kształt Sylwestra. Są także jakby kolędnicy – Hadżi Firuz o umazanej sadzą twarzy, zwiastun Nowego Roku i zarazem Święty Mikołaj, przynoszący dzieciom podarki.

Zbigniew Mielczarek

Ramadan – miesiąc postu

Ramadan – miesiąc postu

W tym roku świat islamu obchodzi miesiąc postu – ramadan w dniach 28.02-29.03. Dla 1,9 miliarda ludzi czczących Allaha to czas refleksji, solidarności z ubogimi i głodnymi, ale także okazja do spotkań z bliskimi i sąsiadami. Na czym polega ten ważny dla nich miesiąc wyrzeczenia się jedzenia od świtu do zmierzchu? Jest on jednym z pięciu tzw. filarów islamu, najważniejszych zasad tej religii. Wierni wyrzekają się nie tylko pokarmu, ale także picia, palenia papierosów, seksu, a nawet przełykania śliny czy żucia gumy. Wszyscy nastawiają zegarki i smartfony, by obudzić się przed świtem i zjeść dozwolony poranny posiłek zwany suhur. Dawniej w arabskich miastach bito w tym celu w bębny. Z kolei wieczorem, kiedy zapada zmierzch, wszyscy niecierpliwie czekają na telewizyjny lub internetowy komunikat ogłaszający chwilę „złamania postu” i wezwanie do uroczystego wieczornego posiłku zwanego iftar. Przed wiekami sygnałem do wieczerzy był wystrzał z armaty ustawionej w tym celu na głównym placu miasta. Poprzedza ją tradycja wywodząca się z czasów Proroka – łyk mleka i owoc daktyla. Po czym wszyscy zasiadają do obfitej wieczerzy, często złożonej z dań świątecznych przewidzianych wyłącznie na czas ramadanu. Głowa rodziny czyta fragment świętej księgi – Koranu, co wieczór 1/30 całości. Biesiady przeciągają się często do późnych godzin nocnych, przez co ich uczestnicy nieraz chodzą niedospani. Bywa też, pod koniec miesiąca postu, że odczuwalne jest zmęczenie wyrzeczeniami, szczególnie wśród tych, którzy traktują go ortodoksyjnie. Mimo to jest czas postu czasem radości rodzin zgromadzonych przy wspólnym świątecznym stole. Komentatorzy turystyki zwykle odradzają podróże do krajów muzułmańskich podczas postu. Czy jednak słusznie? To zależy kiedy i dokąd się wybieramy.

Jeśli czas naszego pobytu przypadnie częściowo lub w całości na czas postu, może być dobrą okazją do poznania obyczajów towarzyszących temu ważnemu wydarzeniu. Ewentualne ograniczenia nie dotyczą turystów. Jednak szacunek dla miejscowych wymaga powstrzymania się od jedzenia i picia poza lokalami gastronomicznymi lub autobusem, którym podróżujemy. Kraje żyjące z turystyki all inclusive nie stosują żadnych ograniczeń w swoich kurortach. Natomiast gastronomia uliczna jest w ciągu dnia nieczynna. Niektóre lokale mają licencję na serwowanie posiłków, są jednak mało widoczne, a ich reklamy i witryny zasłonięte do zmierzchu. W krajach ortodoksyjnego islamu, jak np. Arabia Saudyjska czy Afganistan, osoby nieprzestrzegające postu mogą zostać ukarane przez policję grzywną. Miejscowi pytają czasem turystów, czy przestrzegają ich postu, i zachęcają do jego praktykowania. W niektórych krajach, np. w Iranie, obcokrajowcy zapraszani są do udziału w wieczornych biesiadach organizowanych często w miejscach publicznych. Oczywiście zależy to od pory roku. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ramadan jest postem ruchomym. Co roku przesuwa się zgodnie z religijnym kalendarzem księżycowym o 10 dni w stronę początku roku. Może on zatem przypadać na krótkie zimowe dni lub długie letnie. Na szczęście w najbliższych latach post będzie wypadał na miesiące zimowe.

Życzymy tymczasem muzułmanom Mubarak Ramadan Karim! Błogosławionego i bogatego ramadanu!

Rok 2024 w świecie islamu – podsumowanie

Rok 2024 w świecie islamu – podsumowanie

W minionym roku żywioły i kataklizmy litościwie omijały świat islamu. Nie omijały go natomiast konflikty zbrojne, jak zwykle skupione na Bliskim Wschodzie. Wybory w uznawanych za demokracje Turcji i Pakistanie nie przyniosły zmiany władzy. Zmianę przyniosła natomiast śmierć w katastrofie lotniczej prezydenta Iranu Ibrahima Raisiego. Okoliczności tego wypadku, który miał miejsce w maju 2024 r., nie są do końca jasne. W rozpisanych wyborach pierwsza tura nie przyniosła rozstrzygnięcia. Zmierzyli się w niej reprezentant liberałów, 70-letni Azer, lekarz kardiochirurg, b. minister zdrowia Masud Pezeszkian i doradca Najwyższego Przywódcy, konserwatysta Said Dżalili. Kandydaci uzyskali odpowiednio 42,5 i 38,6% głosów. W drugiej turze liberał Pezeszkian zdobył 16,5 mln z blisko 30 mln oddanych głosów, przy blisko 50%, niskiej jak na Iran frekwencji. Jego konkurent konserwatysta Dżalili uzyskał 13,5 mln głosów. Obydwaj uczestniczyli w młodości w wojnie iracko-irańskiej. Nikt nie oczekiwał jakiejś istotnej zmiany, czy to w polityce wewnętrznej, czy zagranicznej Republiki Islamskiej, jednak rozkład głosów świadczy o głębokiej polaryzacji irańskiego społeczeństwa.

Wspierani przez Iran szyiccy Huti kontynuowali ataki nie tylko na statki w pobliżu wybrzeży Jemenu, ale i na Izrael, nieraz skutecznie. Wymiana rakietowych ciosów pomiędzy Iranem i Izraelem skończyła się remisem bez dalszych konsekwencji. Zaczęło się od ataku na konsulat irański w Damaszku, w którym zginęli dowódcy elitarnej irańskiej brygady Al-Kuds. Kolejnym aktem przemocy była śmierć lidera Hamasu Ismaila Haniji w Teheranie. Śmierć przywódcy Hezbollahu Hasana Nasrallaha, wybuchające pagery, eliminujące kierownictwo palestyńskiej irredenty, to kolejne etapy wojny na Bliskim Wschodzie. Wprawdzie na horyzoncie majaczy widmo rozejmu pomiędzy Hamasem a Izraelem, ale kiedy to nastąpi – nikt nie wie. Do tych incydentów nikt się zresztą nie przyznał, ale sprawcy można się domyślać. Dawniej zjawisko to nazywano terroryzmem państwowym, obecnie „wolne” media jak ognia unikają takich sformułowań. Klęska Hamasu, jaką poniósł on w strefie Gazy, nie przyniesie uspokojenia na Bliskim Wschodzie, bowiem przyczyny trwającego od blisko 80 lat konfliktu pozostają nadal nierozwiązane.

W cieniu wielkich wydarzeń umknęła uwadze śmierć sufickiego przywódcy Fethullaha Gũlena. Emigrant, polityczny wróg prezydenta Turcji Erdogana, zszedł ze sceny ku niewątpliwej uldze swojego adwersarza.

Z dala od Europy muzułmańskie kraje Azji Centralnej lawirowały między potęgami, usiłującymi wciągnąć je do swojej strefy wpływów. Polska, coraz bardziej aktywna w tym regionie, kontynuowała ekspansję naszego LOT-u, uruchamiając kolejne, po kazachskiej Astanie, połączenie lotnicze – do Taszkentu. Ruszyło także połączenie z Rijadem, stolicą otwierającej się na świat Arabii Saudyjskiej. Z kolei u nas pojawił się nowy przewoźnik Air Arabia z połączeniem Kraków – Szardża (Emiraty), które od grudnia połączyło także Warszawę z Szardżą. Zwiększa to możliwości naszych podróży do Azji, po wcześniejszych połączeniach linii Emirates czy Fly Dubaj. Europejscy przewoźnicy też nie zasypiają gruszek w popiele, oferując połączenia z Polski do Maroka czy Dubaju. LOT zamierza także powrócić do Kairu i Bejrutu.

Tymczasem Maroko znalazło się w roku 2024 na pierwszym miejscu jako kraj podróży turystycznych. Dotychczasowy lider Egipt spadł na drugie miejsce, a na trzecim znalazła się Turcja. Każdy z tych krajów jest krajem muzułmańskim, co, jak widać, nie przeszkadza turystom. Maroko, mimo strat spowodowanych tragicznym trzęsieniem ziemi w 2023 r., aktywizuje turystycznie swoje wybrzeże śródziemnomorskie w rejonie Oujdy. Z kolei Egipt buduje nowe kurorty w regionie Marsa Matruh na zachód od Aleksandrii.

Grudzień minionego roku przyniósł nieoczekiwany upadek syryjskiego reżimu prezydenta Asada, który wraz z ojcem Hafezem rządził krajem przez ponad 50 lat. Czas przyniesie odpowiedź, czy będzie to kolejna beczka prochu, czy też islamski emirat.

Mało kto zauważył wymianę ognia między Emiratem Afganistanu a Pakistanem. Doszło do niej w ostatnich dniach roku wzdłuż tzw. linii Duranda, od końca XIX w. dzielącej na pół terytoria plemienne Pasztunów. To kolejna spuścizna radosnej twórczości Europejczyków w kolonialnej Azji.

Zamach na świątecznym jarmarku w Magdeburgu w końcówce roku wstrząsnął Europą. Oczywiście jak zwykle pojawiły się standardowe komentarze, że sprawca, lekarz psychiatra zresztą, był chory psychicznie, narkotyzował się itd. Inni komentatorzy przekonują, że w istocie był on prawicowcem, odstępcą od islamu i krytykiem niemieckiej polityki imigracyjnej w ten sposób protestującym przeciwko napływowi muzułmanów. Trudno o bardziej obłudne czy też perfidne tłumaczenie przyczyn incydentu, wpisującego się w szereg innych wydarzeń.

I tak kolejne niemieckie miasta wprowadziły dopłaty dla kobiet korzystających nocą z taksówek. Korzystanie ze zbiorowych środków transportu stało się już tak niebezpieczne, że wg danych Federalnego Urzędu Policji Kryminalnej ponad połowa kobiet w Niemczech unika transportu publicznego po zmroku. Powodem tego jest strach przed przemocą i napaściami (źródło: dw.com/pl/, Kobiety w niemieckich metropoliach: strach wyjść na ulicę). Obawy te przecież nie powinny uniemożliwiać im uczestnictwa w życiu publicznym. Z tych samych powodów rozważane jest wprowadzenie wagonów tylko dla kobiet w berlińskim metrze. Istotnie, takie rozwiązania już istnieją i dobrze się sprawdzają np. w… Iranie, Arabii Saudyjskiej czy Afganistanie.

Klęska polityki multi kulti, uparcie lansowanej przez kolejne niemieckie rządy, jest faktem. Można dziś zbijać kapitał polityczny na deklarowaniu zamkniętych granic i deportacji, co czyni prawica spod znaku AfD. Pytanie tylko, kto będzie pracował w niemieckich fabrykach, sprzątał śmieci z ulic i smażył kebaby. Społeczeństwo niemieckie radykalnie się starzeje i unika posiadania potomstwa, w odróżnieniu od rzesz młodych, głównie muzułmańskich imigrantów.

Zbigniew Mielczarek

Co się stało w Syrii?

Co się stało w Syrii?

Niespodziewany upadek reżimu Baszira al-Asada w grudniu kończącego się właśnie roku wywołał powszechny entuzjazm tak na świecie, jak i w Polsce. Ochoczo odstąpiono od udzielania Syryjczykom azylu w krajach europejskich, bo przecież nie ma już okrutnego satrapy, przed czym więc uciekać? Sami tylko Niemcy chcą się pozbyć ponad miliona uchodźców. W sąsiedniej Turcji jest ich ponad 3 miliony. Czy aby radość ta nie jest przedwczesna? Któż to bowiem objawił się jako pogromca Asada? Dla odmiany nosi on imię Mohammed al-Baszir. Zwycięskie siły reprezentują skrajnie fundamentalistyczny nurt islamu sunnickiego. Można powiedzieć wiele złego o poprzednim alawickim reżimie. Jednak w porównaniu do nowej władzy był on pod względem religijnym wręcz liberalny. Kreował wizerunek Syrii jako państwa świeckiego, tolerancyjnego religijnie. Alawicka mniejszość, a z niej wywodzili się obydwaj Asadowie, ojciec i syn, rządzący Syrią przez ostatnie 53 lata, to umiarkowani szyici. Owszem, korzystali oni ze wsparcia pokrewnego religijnie szyickiego Iranu, jednak ich zwycięzcy to Hayat Tahrir al-Sham (w skrócie HTS), sunniccy fundamentaliści, którym blisko do ISIS i innych radykałów. W tej sytuacji zachęcanie zeuropeizowanych Syryjczyków do powrotu na łono ojczyzny to czysta naiwność. Wręcz odwrotnie – wypada się spodziewać fali nowych uchodźców. I tych związanych z reżimem Asada, i tych, którym nie po drodze ze skrajnymi sunnitami. Alawici nie uciekli przecież z obalonym prezydentem. Pozostało ich jeszcze ok. dwóch milionów.

Pozostaje też kwestia układanki stosunków wewnętrznych, szczególnie z Kurdami, których autonomiczne aspiracje skutecznie tłumi Turcja, wspierająca nowe władze. Schadenfreude z klęski i wycofania się z Syrii Rosjan i Irańczyków nie powinna przesłaniać nam szerszego obrazu. Czy dopiero wprowadzenie przez nowe władze prawa szariatu, czego można się spodziewać, otworzy nam oczy? Apele o jedność i pokój kierowane do Syryjczyków przez światowych przywódców świadczą o naiwności lub braku rozeznania w sytuacji. A co się stanie, jeśli objawi się nam nowy Afganistan? Przecież takiego scenariusza wykluczyć nie można.

Tymczasem Amerykanie w osobistej rozmowie uprzejmie poinformowali nowego przywódcę Syrii Ahmeda asz-Szarę, dotychczas ściganego jako terrorysta znany pod pseudonimem Abu Muhammad al-Dżaulani, że nie będą już oferować nagrody za jego głowę. Przeprowadzili z nim rozmowy dotyczące „całej serii interesów, interesów USA, interesów Syrii, interesów regionu”. I tak srogi dżihadysta mający powiązania z Państwem Islamskim raptem stał się pożądanym partnerem handlowych rozmów. Zapewnił bowiem, że „grupy terrorystyczne nie będą stanowić zagrożenia wewnątrz Syrii ani poza nią”. Istotnie, zapewnienia eksterrorysty, którego głowę wyceniono oficjalnie jeszcze w 2017 r. na 10 mln dolarów, są godne zaufania. Kluczem do sprawy jest zagadnienie eksploatacji syryjskich złóż surowców energetycznych, które mogą zastąpić na rynku światowym braki spowodowane wojną na Ukrainie. Głównym graczem jest tu sunnicka Turcja, która od lat wspierała przeciwników politycznych Asada. Liczy ona nie tylko na udział w odbudowie pobliskiego kraju, ale i dochody z tranzytu syryjskich surowców do Europy. Nie bez znaczenia pozostaje także ważna dla Turków kwestia kurdyjska. Kurdyjskie bowiem enklawy w Syrii i Iraku przyprawiają tureckie władze o ból głowy. Tymczasem w tureckim więzieniu wciąż jeszcze żyje „Apu” (Ojciec) Abdullah Ocalan, lider Partii Pracujących Kurdystanu. Uwięziony w 1999 r. jako terrorysta lider tureckich Kurdów, domagający się dla nich własnego państwa, nie miał tyle szczęścia co syryjscy przeciwnicy Asada. Mało kto dziś o nim pamięta, ale kwestia kurdyjska nadal pozostaje nierozwiązana. W atmosferze radości po upadku syryjskiego reżimu nie można o tym zapomnieć.

Oby Syria znowu stała się domem różnych nurtów chrześcijańskich i muzułmańskich, miejscem wspólnych pielgrzymek do grobu św. Jana Chrzciciela w meczecie Umajjadów w Damaszku.

Zbigniew Mielczarek

Arabia Saudyjska otwiera się na świat

Arabia Saudyjska otwiera się na świat

4 czerwca 2024 r. LOT uruchomił bezpośrednie połączenie pomiędzy Warszawą a stolicą Arabii Saudyjskiej, Rijadem. Jest ono elementem strategii linii na lata 2024-2028. Samolot lata trzy razy w tygodniu, a podróż trwa blisko 6 godzin.

Dlaczego nasz narodowy przewoźnik zdecydował się akurat na ten krok? Przecież Arabia słynie z konserwatyzmu obyczajowego, jest sercem ortodoksyjnego islamu, strażnikiem świętych miast Mekki i Medyny. Otóż już ponad rok temu, w czerwcu 2023 r., Arabia Saudyjska poszerzyła krąg państw objętych systemem wiz elektronicznych o kraje Unii Europejskiej, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Otworzyło to przed turystami z Zachodu dostęp do atrakcji orientalnego kraju. Wypada zauważyć, że otwarcie to dotyczy kręgu państw uznawanych za najbogatsze na świecie. Polska została objęta ułatwieniami wizowymi tylko dlatego, że jest członkiem Unii. Czy Polacy ruszą masowo odkrywać uroki zamkniętej jeszcze niedawno Arabii? Przyjrzyjmy się nieco tej kwestii.

Arabia Saudyjska to dziedziczna monarchia absolutna. Król jest strażnikiem świętych miejsc islamu, a jednocześnie władcą państwa posiadającego jedne z największych na świecie zasobów surowców energetycznych. Młodsze pokolenie władców szuka alternatyw dla gospodarki opartej na eksporcie surowców, nie chce także odstawać od innych krajów arabskich czerpiących znaczne dochody z turystyki, jak Egipt czy Jordania. Nie bez znaczenia jest również ciekawość świata bardzo licznego młodego pokolenia mieszkańców Półwyspu Arabskiego.

Niestety nie sposób porównać atrakcyjności turystycznej krajów o starej kulturze, kolebek cywilizacji sąsiadujących z Arabią, np. Iraku i Jordanii, czy nawet zrujnowanych wojną Syrii i Jemenu, z rodzimymi zasobami. Co więcej, władze kraju oczekują turystów z grubymi portfelami. Wiza elektroniczna, choć łatwa do uzyskania, kosztuje 438 zł, bilet lotniczy  w obie strony ok. 5 tys. zł. Kraj jest olbrzymi, liczy ponad 2 miliony 150 tys. km² powierzchni, z czego większość stanowią pustynie. Czyni go to dwunastym największym państwem świata; dla porównania – jest niemal siedem razy większy od Polski. Odległości między większymi miastami są olbrzymie, rzędu 400-500 km, a jedynie transport lotniczy jest dobrze rozwinięty. Drogi, mimo że bardzo dobre, nie ułatwiają przemieszczania się wobec słabo rozwiniętego transportu autobusowego. Brakuje hoteli o przyzwoitym standardzie, a te już istniejące są nieproporcjonalnie drogie i zaniedbane. Obsługują głównie pielgrzymów odbywających rytualne wędrówki hadżdż i umrę do świętych miejsc islamu – Mekki i Medyny. Miasta te, do niedawna zupełnie zamknięte dla innowierców, zostały już częściowo udostępnione, np. Medyna. Nieliczne zabytki są trudno dostępne, a atrakcje turystyczne nie posiadają infrastruktury lub znajdują się w stadium restauracji czy nawet odbudowy od podstaw. Wymaga to olbrzymich nakładów finansowych, a kraj, wbrew pozorom, wcale nie imponuje bogactwem. Istniejące biura podróży zajmują się albo organizacją pielgrzymek, albo obsługą rzesz gastarbeiterów, głównie Pakistańczyków, Filipińczyków, Sudańczyków, muzułmańskich Hindusów i Bengalczyków. Pojęcie turystyki w sensie poznawania choćby własnego kraju jest dla Saudyjczyków raczej abstrakcją.

Stolicą kraju i jednocześnie największym miastem jest liczący już ponad 7 milionów mieszkańców Rijad. Nazwa ta oznacza miasto ogrodów i drzew, choć w pustynnym kraju o zieleń niełatwo. Zabudowa miejska jest chaotyczna i nierówna, od slumsów po wieżowce w dubajskim stylu.

Mieszkańcy 32-milionowego kraju są przyjaźni i ciekawi obcych, jednak mało kto zna inny język niż ojczysty arabski. Jest bezpiecznie, turystom nic nie grozi, w końcu jest Arabia wśród rekordzistów świata pod względem liczby wykonywanych wyroków śmierci – trzecie miejsce (300 osób w 2024 r.), po znacznie przecież ludniejszych Chinach i Iranie. Co więcej, przepisy dotyczące cudzoziemców odnośnie ubioru – hidżabu są tu mniej restrykcyjne niż w Iranie. Turystki nie muszą np. zasłaniać włosów. Do meczetów można swobodnie wchodzić, oczywiście w odpowiednim stroju.

Arabia Saudyjska to największa gospodarka wśród krajów arabskich i największy producent ropy naftowej w grupie państw OPEC. W 2022 r. wartość polskiego eksportu do Arabii Saudyjskiej wyniosła 914,7 mln dol., natomiast importu 6 mld dol. Na lotnisku w Rijadzie w sklepie wolnocłowym dumnie reprezentują nasz kraj cukierki krówki. Polskie biura podróży – Rainbow, Itaka, Ecco Holiday oferują już wyjazdy turystyczne do tego kraju. Mimo to samolot lata częściowo pusty, co różni go od uruchomionego w kwietniu br. połączenia do Taszkentu. Nie sposób przewidzieć, jak dalej potoczą się losy tego połączenia.

Zbigniew Mielczarek

Czas Azji Centralnej

Czas Azji Centralnej

Kraina stanowiąca niegdyś serce Azji została w wyniku różnych zdarzeń dziejowych bezlitośnie poszatkowana. Graniczne zasieki oddzieliły pokrewne sobie narody, mówiące podobnymi językami. Dawno minęły czasy świetności Jedwabnego Szlaku wiodącego z chińskiego Si-an do bizantyjskiego Konstantynopola. Jednak jeszcze w 1898 r. znany skądinąd Polakom brytyjski polityk lord Curzon pisał: „Turkiestan, Afganistan, Persja, Region Zakaspijski są to pola na szachownicy, na której toczy się gra o dominację na świecie”. Dziś niewiele się zmieniło.

O wpływy w tym newralgicznym rejonie świata rywalizują dziś Turcja, Rosja i Chiny. Jak się wydaje, Rosjanie zadowolili się powiązaniami militarnymi, Chiny gospodarczymi, a Turcy kulturowymi. Wypada zwrócić uwagę, że w Kazachstanie istnieje silna i wpływowa mniejszość rosyjska – nawet do 25% mieszkańców. Z kolei co najmniej 3 miliony Uzbeków (nieoficjalnie prawie 5 milionów) pracuje w Rosji, zasilając transferami dewizowymi budżet swoich rodzin. Ogranicza to w pewnym sensie możliwości manewru władzom politycznym. Kraje Azji Centralnej są nieortodoksyjne religijnie mimo dominującego odsetka wyznawców islamu. Ze strony niektórych sąsiadów spotykają je zarzuty o zbytni liberalizm obyczajowy naruszający zasady szariatu. Ostatnie zarządzenia władz zakazujące noszenia nikabu (kobiecej zasłony na twarz), ograniczające głośność wezwań modlitewnych z minaretów, wreszcie regulujące długość brody u mężczyzn czy przymuszające do serwowania alkoholu w restauracjach (sic!) spotkały się z krytyką światowych mediów, włącznie z polskimi. Formułując zarzuty o autorytaryzm, wypada pamiętać o wynikających z Koranu regulacjach dotyczących sposobu sprawowania władzy i zasadach pokoju społecznego wynikających z wypowiedzi Proroka sprzed 1300 lat. Jednocześnie wypada się zastanowić, który model polityczny jest dla tej strefy świata bardziej odpowiedni wobec modelu obowiązującego w sąsiednim Afganistanie, oddzielonym od Uzbekistanu jedynie mostem Przyjaźni na granicznej Amu Darii. Mimo zamkniętej dla ruchu ludności granicy lokalne władze pogranicznych rejonów współpracują ze sobą, w końcu w Afganistanie mieszka ponad 2 miliony etnicznych Uzbeków.

Kraje regionu rywalizują ze sobą w aktywności na forum międzynarodowym. W dużej mierze jest to konkurencja pomiędzy bogatym Kazachstanem i ludnym Uzbekistanem. Jednak pozostałe państwa aktywnie uczestniczą w lokalnych inicjatywach politycznych.

W listopadzie 2022 r. w Samarkandzie odbyło się kolejne, dziewiąte już spotkanie Organizacji Państw Tureckich, w którym uczestniczył także premier Węgier Victor Orban.

W lipcu 2024 r. w stolicy Kazachstanu Astanie odbył się szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy, na którym obecny był sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres. Również w Astanie w sierpniu br. po raz szósty w historii spotkali się przywódcy państw Azji Centralnej. Tym samym prezydent liczącego 20 mln mieszkańców Kazachstanu urasta do roli lidera regionu. Rywalizuje w tym zakresie z przywódcą sąsiedniego, lecz znacznie ludniejszego Uzbekistanu, zamieszkanego przez 36 mln ludzi.

W sierpniu br. Samarkanda gościła XIII Festiwal Muzyki Ludowej Wschodu, a Chiwa została obwołana Turystyczną Stolicą Świata Islamu na rok 2024.

Od pewnego czasu bardzo aktywnie wkracza na teren Azji Centralnej nasz narodowy przewoźnik LOT. W maju 2017 r. uruchomił on połączenie ze stolicą Kazachstanu – Astaną, obsługiwane 3 razy w tygodniu przez liczącego prawie 300 miejsc Dreamlinera. Mimo że nie jest łatwo zapełnić tej wielkości samolot, lata on zwykle wypełniony do ostatniego miejsca. Idąc za ciosem, w kwietniu 2024 r. LOT uruchomił kolejne połączenie, tym razem do uzbeckiego Taszkentu – największego miasta Azji Środkowej. I tym razem, mimo że obsługuje je mniej prestiżowy Boeing 737, pasażerowie dopisują. Co więcej, polskie biura podróży, korzystając z okazji, zaoferowały turystom wiele tras wycieczkowych do tego regionu.

Apetyty LOT-u są jeszcze większe, mówi się o kolejnym połączeniu do ponad 2-milionowej poprzedniej stolicy Kazachstanu – Ałmatów.

Pamiętajmy także o polskich cmentarzach Armii Andersa rozsianych na całym obszarze Azji Centralnej. Opiekuje się nimi miejscowa ludność przy wsparciu polskich placówek dyplomatycznych.

Zbigniew Mielczarek

Tureckie wybory

Tureckie wybory

I tak oto zapanowała w kraju nad Wisłą powszechna Schadenfreude z klęski wyborczej tureckiego „sułtana” Recepa Erdogana. Jakież to wybory sprawiły taką radość liberalnej Europie, do której się przecież zaliczamy? Czy to odezwały się echa dawnych zwycięstw nad pohańcem pod Chocimiem i Wiedniem?

W Niedzielę Wielkanocną w Turcji odbyły się wybory samorządowe, o podobnym znaczeniu jak te mające się odbyć w niedzielę poświąteczną w Polsce. Ich wynik jest bardzo podobny do wyniku, jakiego  się spodziewamy i po naszych wyborach – zwyciężyła antyerdoganowska opozycja. Z tą różnicą, że konserwatyści, odwrotnie niż u nas, nadal sprawują władzę w prezydenckim ustroju państwa tureckiego. Opozycyjna CHP o charakterze kemalistowskim zgodnie z przewidywaniami nie tylko utrzymała swój stan posiadania, czyli, podobnie jak w Polsce, władzę nad największymi miastami, ale odebrała część głosów neoosmańskiej AKP Erdogana. Proporcja między zwycięzcami a przegranymi jest jak 37,7% do 35,5%, pozostałe głosy padły na partie islamskie i kurdyjską. Frekwencja wśród 61 mln uprawnionych spadła ze zwykłych ponad 80% do 78,6% . Prezydent w powyborczym wystąpieniu podkreślił szacunek dla woli wyborców i ogłosił zwycięstwo tureckiej demokracji.

Czy zatem jest się z czego cieszyć i skąd ten chór radości wśród polskich i światowych komentatorów? Najprościej byłoby powiedzieć, że nikt nie lubi Erdogana i jego zakutanej w chusty małżonki, z którą się zwykle pokazuje. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Owszem, już sam fakt uznanych powszechnie za wolne wyborów w muzułmańskim kraju dowodzi skuteczności zachodniej idei demokratycznej. Pada tu często przykład Rosji, gdzie przecież też odbyły się niedawno wybory. Tyle że wynik tureckich wyborów w niczym nie zmienia polityki tego wielkiego i wpływowego kraju. Urzędujący prezydent ma 4 lata na odbudowę pozycji swojej partii przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. Jak sam mówi, wyborcy pokazali mu „żółtą kartkę”. A powodem jej otrzymania była, inaczej niż w Polsce, sytuacja gospodarcza. Inflacja sięgająca już 67% i niedawna podwyżka stóp procentowych do 50% rozzłościły społeczeństwo. Tak więc to nie pełzająca islamizacja kraju, podejmowane sukcesywnie próby demontażu odziedziczonej po Ataturku demokracji, kneblowanie prasy i trzymanie pod butem niespokojnych Kurdów wpłynęły na zmianę sympatii społecznych. Otrzymana nauczka co najwyżej spowoduje reorientację polityki gospodarczej w bardziej prospołecznym kierunku. Gospodarka turecka jest silna, 85-milionowe społeczeństwo młode i dobrze wykształcone, a przed anatolijskim rolnictwem drży Unia Europejska, która nie może sobie poradzić z rolnictwem ukraińskim. Tureckie miasta głosowały przeciwko Erdoganowi, prowincja i wieś za, ale czy to naprawdę wiele zmienia?

Wypada bliżej przyjrzeć się zwycięzcom. Profesor Marek Chodakiewicz, autor monumentalnej pracy Światy islamu, która ukazała się w 2023 r., pisze o nich wręcz jako o narodowych socjalistach. Brzmi to znajomo. I tak jest w istocie. Dziedziczą oni nacjonalistyczne idee Kemala Paszy, czyli Ataturka, który przejmując władzę w latach 20. ub. Wieku, zepchnął religię do narożnika. Ratując kraj pod hasłem Turcja dla Turków, owszem doprowadził do zastąpienia idei sułtanatu ideą państwa narodowego. Wygnano mieszkających tam od wieków Greków, oszukano Kurdów, którym Zachód obiecywał własne państwo, a nieco wcześniej dokonano rzezi Ormian, do czego solidarnie żadna z partii  sprawujących w Turcji władzę nie chce się od lat przyznać. Zwycięskie mocarstwa po I wojnie światowej przymykały na to oko, zachowując w ten sposób przeciwwagę dla bolszewickiej Rosji, której bano się bardziej. Niektórzy komentatorzy piszą o zwycięzcach – socjaldemokraci. Jest to nieuprawnione i rację ma profesor Chodakiewicz, podkreślając ich nacjonalizm.

Mało kto zwrócił uwagę na niedawne ekscesy tureckiej obsługi na międzynarodowym lotnisku w Stambule, które to ma ambicje stać się największym portem lotniczym świata. Co najwyżej wzbudziły radość, bowiem dotyczyły Rosjan. Rosjan, których przecież nie lubimy, więc słusznie im Turcy dali popalić. Jednak nacjonalistyczne czy wręcz rasistowskie zachowania nie są wcale wśród Turków rzadkie, a żal za utraconym imperium gdzieś tam pozostaje w genach i co jakiś czas daje znać o sobie. Turecka polityka międzynarodowa w żaden sposób się nie zmieni, a jedyne, co przyniosły wybory, to kurdyjscy merowie w Diyarbakir i innych miastach kurdyjskiego południa. O ile władza centralna znowu nie przyśle swoich komisarzy pod pretekstem walki z kurdyjskim nacjonalizmem, który niewątpliwie istnieje.

Zbigniew Mielczarek

3.04.2024

Pakistan – po wyborach

Pakistan – po wyborach

Co nas obchodzą wybory w Pakistanie? Jakie mają one znaczenie dla świata czy Europy? A w ogóle – co to za wybory? Czy uczciwe? Przecież tam rządzi wojsko albo skorumpowani politycy. Co nas to obchodzi? Niestety, obchodzi. Pakistan, jeden z najludniejszych krajów świata (ćwierć miliarda mieszkańców), członek elitarnego klubu posiadaczy broni nuklearnej, przeżywa dramat.

W wyborach do izby niższej pakistańskiego parlamentu, które odbyły się 8 lutego, żadne ze stronnictw politycznych nie uzyskało większości. Uprawnionych do głosowania było 128 milionów osób, zaledwie połowa ludności. Dlaczego tak mało? Bo druga połowa jest zbyt młoda i nie ma jeszcze praw wyborczych.

Ruch polityczny PTI (Pakistański Ruch na Rzecz Sprawiedliwości), kierowany przez przebywającego w areszcie byłego premiera Imrana Chana, uzyskał 93 mandaty w Zgromadzeniu Narodowym. Kolejne miejsca zajęły:

PML-N (Pakistańska Liga Muzułmańska – Nawaz) b. premiera Nawaza Sharifa – 75 mandatów,

PPP (Pakistańska Partia Ludowa) syna b. premier Benazir Bhutto, Bilawala Bhutto-Zardari – 53 mandaty,

mniejsze partie polityczne – 42 mandaty.

W liczącym 336 miejsc parlamencie 266 jest obsadzanych w wyborach powszechnych w jednomandatowych okręgach wyborczych. Pozostałe 60 miejsc przeznaczone jest dla kobiet, a 10 dla przedstawicieli niemuzułmańskich mniejszości religijnych. Miejsca dla kobiet obsadzane są proporcjonalnie do wyników ich list partyjnych w danej prowincji. Do większości parlamentarnej potrzeba co najmniej 169 mandatów. Sytuacja powyborcza przypomina zatem niedawną sytuację w Polsce. Z tą tylko różnicą, że w naszym kraju za plecami polityków nie słychać oddechu wojskowych. Opozycja wygrała wybory i jest największą siłą polityczną w parlamencie. Jednak to głosy zwolenników politycznego klanu Bhutto zdecydują o losach rządu koalicyjnego. Przewiduje się, że 35-letni syn Benazir Bhutto w każdym przypadku stanie na czele koalicji większościowej utworzonej przez PML-N i PPP jako premier nowego rządu. Sojusz taki to nic nowego, istniał on już przed wyborami. Sprzyja mu armia, a także mające wpływy w kraju Chiny i Arabia Saudyjska.

Kandydaci PTI startowali jako niezależni, bo partia ta została wykluczona z procesu wyborczego. Tym samym nie może liczyć na żadne dodatkowe głosy czy to kobiet, czy mniejszości religijnych. System wyborczy przypisuje je wyłącznie partiom politycznym. Komentatorzy zwracają też uwagę na fakt, że partia Imrana Chana zgodnie z decyzją Komisji Wyborczej nie mogła używać swoich symboli, tj. flagi i logo, jakim jest wizerunek kija do krykieta (jej przywódca był przez lata kapitanem narodowej reprezentacji krykieta, a krykiet to narodowy sport Pakistańczyków). W społeczeństwie, którego 40% stanowią analfabeci, ma to niebagatelne znaczenie.

Z procesu wyborczego został także wykluczony jej przywódca, były premier Imran Chan. Charyzmatyczny polityk, ulubieniec mas, od kilku miesięcy siedzi w areszcie w Rawalpindi pod dość miałkimi zarzutami korupcji. Najpierw oskarżono go o korupcję w postaci ukrywania dochodów ze sprzedaży prezentów otrzymanych podczas wizyt państwowych w czasie kadencji szefa rządu w latach 2018–2022 i od razu aresztowano. Wyrok wydany w sierpniu 2023 r. opiewał na 3 lata więzienia, a wśród prezentów był pozłacany automat Kałasznikowa i biżuteria. Jego zwolennicy utrzymują, że przedmioty te zostały wystawione na aukcji, a środki uzyskane ze sprzedaży przekazano na cele dobroczynne, na co są pokwitowania. Następnie oskarżono go o ujawnienie tajemnicy państwowej i skazano w przeddzień wyborów na 10 lat więzienia i zakaz sprawowania funkcji publicznych. Proces o ujawnienie tajemnic toczył się za zamkniętymi drzwiami. A rzecz dotyczyła ujawnienia treści tajnej depeszy przesłanej mu przez ambasadora Pakistanu w USA. Treść depeszy wskazywała na machinacje pakistańskiej armii i rządu USA zmierzające do obalenia jego rządu, co zresztą niebawem nastąpiło. Przy okazji taki sam wyrok otrzymał jego b. minister spraw zagranicznych Szach Mahmud Kurejszi ze słynnego rodu sufickich przywódców religijnych i polityków z Multanu.

Ostatni wyrok, 7 lat więzienia, otrzymał wraz z żoną pod zarzutem złamania prawa szariatu poprzez zawarcie małżeństwa niezgodnie z wymogami islamu. A dokładnie – za niedotrzymanie 4 miesięcznej karencji (ila) przed zawarciem kolejnego małżeństwa po rozwodzie. Jak to nie warto się spieszyć!

Łącznie skazano go na 35 lat więzienia, a trzeba zaznaczyć, że przeciwko b. premierowi toczy się jeszcze 150 postępowań sądowych.

Jego główny polityczny rywal, również były premier, Nawaz Sharif, oskarżany wcześniej o korupcję, powrócił właśnie do kraju po 4-letnim pobycie za granicą i został błyskawicznie oczyszczony z zarzutów. Żaden zresztą dotychczasowy premier Pakistanu nie doczekał końca 4-letniej kadencji. Zatem pobudki polityczne zdecydowały o eliminacji przywódcy opozycji, populisty, polityka spoza układu deklarującego walkę z korupcją i poprawę bytu najuboższych. Z moich osobistych obserwacji wynika, że ulica in gremio popiera Imrana Chana. Jednak to nie ulica decyduje o finale procesu politycznego. Już zaczęły się „transfery” niezależnych kandydatów PTI do partii obozu władzy. W prowincjach Beludżystan i zamieszkanej przez Pasztunów Chajber Pahktunkwa wybuchły zamieszki. Tymczasem ekstremiści z TTP dokonują krwawych zamachów na policję, wojsko, mniejszość szyicką i chrześcijańską. Gospodarka kuleje, rupia regularnie traci na wartości.

Proamerykańska armia będzie po cichu lobbować na rzecz utrzymania poprzedniego układu sił, byle uniknąć powrotu do władzy antyamerykańskiego polityka, jakim jest Imran Chan. Sytuacja powinna wyjaśnić się w ciągu 21 dni, po których zgodnie z przepisami powinien zostać powołany rząd.

Rządy USA, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej wyraziły wątpliwości co do uczciwości procesu wyborczego, kwestionując brak równości w dostępie do mediów i uniemożliwienie startu PTI.

Zbigniew Mielczarek

Pakistan

Pierwszy polski przewodnik

Wyczerpujące kompendium wiedzy o Pakistanie, jego historii, kulturze, kuchnii i godnych odwiedzenia miejscach, z którego skorzystać może każdy podróżny planujący wyprawę do tego kraju.

Chcesz wiedzieć jeszcze więcej o Pakistanie i innych krajach islamu?

Zapisz się na listę sympatyków Zbigniewa Mielczarka!

Będziesz otrzymywać nasz newsletter, a w nim zapowiedzi książek o Pakistanie, aktualności i darmowe materiały o krajach islamu. A to wszystko zgodnie z naszą polityką prywatności!

Beludżystan – zapomniana kraina na Środkowym Wschodzie

Beludżystan – zapomniana kraina na Środkowym Wschodzie

Światowe media z gorliwością godną lepszej sprawy doniosły o ostrzelaniu przez Iran rakietami terytorium sąsiedniego muzułmańskiego państwa – Pakistanu. Nie przyszło długo czekać i Pakistan w rewanżu ostrzelał terytorium irańskie. O co poszło i czy faktycznie mamy do czynienia z kolejnym konfliktem, tym razem na Środkowym Wschodzie?

Ostrzelane terytorium zwie się Beludżystan i jest historyczną krainą położoną na terytorium trzech państw: Afganistanu, Iranu i Pakistanu. Jej powierzchnia wynosi ok. 500 tys. km2, przy czym lwia część znajduje się w Pakistanie – 347 tys. km2. Wypada zauważyć, że tylko ten jeden jej fragment jest większy niż cała powierzchnia naszego kraju.

Beludżystan zamieszkany jest przez koczowniczych Beludżów wyznających sunnicką wersję islamu, posługujących się językiem beludżi. To jeden z najstarszych żywych języków z grupy języków indoeuropejskich. Część położoną w Pakistanie, która jest zarazem największą obszarem prowincją tego kraju, zamieszkuje 7,5 miliona osób. Przy czym część pakistańskich Beludżów zamieszkuje także sąsiednie prowincje Sind i Pendżab.

W jaki sposób naród posiadający własny język i wielowiekową tożsamość znalazł się w trzech różnych państwach? W 1893 r. linia Duranda oddzieliła Indie Brytyjskie od Afganistanu. Po jej obydwu stronach znalazły się społeczności Pasztunów i Beludżów, których nikt wówczas o zdanie nie pytał. Z kolei w 1928 r. szach Iranu Reza włączył część terenów Beludżystanu w skład Iranu. Tworzą one prowincję Beludżystan i Sistan o pow. 181 tys. km2, zamieszkaną przez 2,3 miliona mieszkańców. Pozostaje najmniejsza część – afgańska, przezornie podzielona między trzy południowe prowincje kraju graniczące z Pakistanem. Beludżowie stanowią 3,6% populacji Pakistanu i po 2% populacji Iranu i Afganistanu. Łącznie ich liczebność szacowana jest na 10 do nawet 15 milionów ludzi. Jak wynika ze statystyki, ta stosunkowo nieliczna grupa plemienna zamieszkuje olbrzymie terytorium, w większości pustynne i górzyste. Mimo małej gęstości zaludnienia obszar ten jest potencjalnie bogaty ze względu na rozpoznane, a także potencjalne zasoby minerałów i surowców energetycznych.

Beludżowie niezależnie od miejsca zamieszkania nigdy nie wyrzekli się idei tzw. Wielkiego Beludżystanu, w którym rządziliby się sami, korzystając z bogatych zasobów surowców. Tendencje te były niejednokrotnie przyczyną krwawych konfliktów wewnętrznych, a nawet regularnej wojny w latach 1973–1977, kiedy to armia pakistańska używała lotnictwa i marynarki wojennej do bombardowania terytoriów ogarniętych beludżyjską irredentą. Iran też miał swoje kłopoty z Beludżami, ostatnie w 2008 r., kiedy to separatyści porwali grupę japońskich turystów, domagając się autonomii. Informacje z Afganistanu docierają tak rzadko, a liczba zamieszkujących ten kraj Beludżów na tyle nieliczna (ok. 700 tys. osób), że niewiele o nich wiadomo. W regionie istnieją liczne organizacje niepodległościowe deklarujące chęć zbrojnego lub politycznego uwolnienia się spod kurateli swoich rządów. Obydwie strony oskarżają się nawzajem o wspieranie grup terrorystycznych. Dodatkowo sytuację komplikują przemytnicy narkotyków korzystający z dziurawych granic w niedostępnych górach lub na pustyni. Z zasobnego w ropę naftową Iranu kwitnie przemyt taniego paliwa do Pakistanu. Nie pomaga też fakt innej orientacji religijnej irańskich Beludżów, zamieszkujących kraj, w którym dominuje szyizm. Świat ma jednak inne zmartwienia niż marzenia koczowników o własnej państwowości.

Zamiarem Iranu było nie tyle ukaranie partyzantów przenikających z Pakistanu, co chęć zademonstrowania posiadanej dalekosiężnej broni rakietowej. Strzelano więc z armaty do wróbli. Z kolei Pakistan, mocarstwo atomowe zamieszkane przez ćwierć miliarda ludzi, nie mogło sobie wobec planowanych na luty wyborów parlamentarnych pozwolić na bezkarne ostrzeliwanie swojego terytorium. Obydwie strony miały więc dobre powody, aby skupić się na prezentacji siły wobec nieszczęsnych Beludżów po obu stronach dzielących ich granic. Nic nie wskazuje na to, by ta rytualna wymiana ognia miała mieć ciąg dalszy oprócz medialnego szumu, jakże chętnie serwowanego nam przez żądne sensacji media. A o Beludżach świat znowu zapomni.

Zbigniew Mielczarek


Zainteresowanym tematem polecam artykuł:
BELUDŻYSTAN. KONFLIKT TOŻSAMOŚCI I POLITYKI

Rok 2023 w świecie islamu – podsumowanie

Rok 2023 w świecie islamu – podsumowanie

Świat islamu nękany był w tym roku przez kataklizmy. Potężne trzęsienie ziemi nawiedziło w lutym Turcję, kolejne Maroko, Syrię i Afganistan. Pakistan ponownie dotknęła powódź, tym razem importowana z sąsiednich Indii. Dopływy Indusu zostały niespodziewanie zasilone wodą z tegorocznych opadów monsunowych, wyjątkowo intensywnych u wschodniego sąsiada. Zgodnie z wiążącym obydwa kraje porozumieniem dotyczącym zagospodarowania zasobów wodnych Indusu Indie powinny zatrzymać wodę u siebie. Ratując się przed powodzią, po prostu skierowały jej nadmiar na terytorium Pakistanu.

Jednak to nie skutki działania żywiołów przyciągnęły uwagę świata. Nową odsłonę zyskał konflikt arabsko-izraelski. Niespodziewany atak terrorystów Hamasu i okrutny odwet władz Izraela sprawiły, że nawet wojna na Ukrainie zeszła na dalszy plan. Wypada zauważyć, że wojna ta nigdy nie była przedmiotem szczególnej uwagi świata islamu, który z wielu powodów kibicował w tej rozgrywce raczej Rosjanom. Trudno się zresztą temu dziwić, kiedy w egipskich czy tureckich kurortach zgodnie wypoczywają obok siebie obywatele obu zwaśnionych krajów.

Tymczasem w Palestynie krwawy konflikt przynosi następne ofiary. Ostatni, wigilijny atak lotniczy na obóz uchodźców w Strefie Gazy nawet samym Izraelczykom sprawił kłopot z jego wytłumaczeniem. Pojawiły się uzasadnione obawy przed rozlaniem się konfliktu na sąsiedni Liban, gdzie zaktywizowały się szyickie milicje wspierane przez Iran. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa 20% światowych dostaw ropy naftowej, pełna jest okrętów wojennych różnych państw obawiających się zagrożenia ze strony reżimu ajatollahów. Tymczasem ataki na statki handlowe na Morzu Czerwonym podjęli rebelianci Huti z wciąż niespokojnego Jemenu. Nadal toczy się tam wewnętrzny konflikt między szyitami wspieranymi przez Iran i sunnitami, za którymi stoi Arabia Saudyjska.

Nie do końca wiadomo, czyje rakiety spadły na popularny kurort w egipskiej Tabie. Do strefy Gazy jest stamtąd aż 200 km, znacznie bliżej leży izraelski port Ejlat. Egipt zapowiedział w tej sprawie dochodzenie, jednak władze w Kairze i Tel Awiwie szybko nabrały wody w usta. Tymczasem biura podróży odnotowały spadek zainteresowania wyjazdami do synajskich kurortów. Ich oferta została znacznie przeceniona, a samą Tabę wyłączono jako destynację turystyczną. Dron zestrzelony z hukiem pod koniec grudnia nad popularnym wśród turystów Dahab z pewnością nie poprawił tej sytuacji.

Cały świat zadaje sobie pytanie, co będzie dalej. Co bardziej dociekliwi zastanawiają się, dlaczego Hamas zaatakował Izrael dosłownie w przeddzień podpisania porozumienia normalizującego stosunki pomiędzy Tel Awiwem i Rijadem. Deklaracje takie zostały ogłoszone opinii publicznej 1 października 2023 r. Gdyby do niego doszło, również inne kraje arabskie musiałyby na nowo określić swoje relacje z Izraelem. Ceną miał być dostęp Saudyjczyków do amerykańskiego uzbrojenia i technologii nuklearnej. Z pewnością porozumienie takie spędzało sen z powiek władzom irańskim, jednak i one zostały zaskoczone obrotem spraw na Bliskim Wschodzie. Tym bardziej że Iran i Arabia Saudyjska w 2023 r. nawiązały stosunki dyplomatyczne i przystąpiły do Organizacji Szanghajskiej.

Zwolennicy spiskowej teorii dziejów za beneficjentów ataku Hamasu uznają reżim Putina. Czy tak jest w istocie? Z pewnością, nigdy jednak nie dowiemy się, kto tak naprawdę pociągnął za spust 7 października br. Tymczasem pojawiły się ostrzeżenia przed wybuchem III wojny światowej. Do Palestyny nie przyjechali pielgrzymi, a papież Franciszek błagał o powstrzymanie rozlewu krwi w świątecznym błogosławieństwie Urbi et Orbi.

Nie był to jedyny dramatyczny akt przemocy w mijającym roku. W tym jednak przypadku ofiarą muzułmanów padli chrześcijanie, mieszkańcy Republiki Górnego Karabachu. Około 120 tys. Ormian opuściło swoje domy w wyniku długotrwałego konfliktu etnicznego. Ostateczna ofensywa wojsk azerskich we wrześniu ub. roku przesądziła sprawę, a świat specjalnie nie przejął się losem ormiańskich  uchodźców.

I znowu warto zwrócić uwagę na rosnącą rolę Turcji w tym rejonie globu. Militarnie staje się ona coraz silniejsza, czego dowodzą superdrony Anka czy testowany myśliwiec V generacji Kaan, mający zastąpić amerykańskie F16. Występując w roli strażnika neutralności cieśnin Bosfor i Dardanele, Turcja uniemożliwiła Ukrainie wsparcie podarowanych przez Wielką Brytanię trałowców.

Znamienne, że w tegorocznym raporcie ONZ wśród pięciu najbardziej niebezpiecznych krajów świata znalazły się cztery państwa arabskie – Libia, Irak, Syria i Sudan Południowy, a także ogarnięta wojną Ukraina. Kolejne miejsca zajmują Liban i muzułmańskie kraje afrykańskiego Sahelu. Czy faktycznie to muzułmanie są odpowiedzialni za wybuchające na świecie konflikty? Większość z nich toczy się na obszarze dawnego Imperium Osmańskiego, którego rozbioru dokonali Europejczycy po I wojnie światowej. Zaś konflikt w Palestynie związany jest bezpośrednio z niewykonaniem postanowień rezolucji nr 181 Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 29 listopada 1947 r. dotyczącej utworzenia na jej terenie dwóch państw – arabskiego i żydowskiego, ze wspólną stolicą w Jerozolimie. Odpowiedź, czy to bardziej Arabowie, czy Żydzi są winni jej niewykonania, przyniesie historia.

Zbigniew Mielczarek

Afganistan otwiera się na świat

Afganistan otwiera się na świat

Minęły już ponad dwa lata od chwili pozostawienia Afganistanu na łasce pasztuńskich Talibów, brodatych wychowanków pakistańskich szkół koranicznych. W tym czasie kraj ten nie budził szczególnego zainteresowania wolnego świata, może oprócz bulwersującej kwestii ograniczenia dostępu dziewcząt do szkół. Tegoroczne trzęsienie ziemi w okolicach starożytnego Heratu tylko na krótko wzbudziło współczucie dla jego ofiar. Znacznie więcej uwagi poświęcono decyzji sąsiedniego Pakistanu o wydaleniu nielegalnych imigrantów afgańskich. Cóż takiego się stało, że kraj, który od lat wspierał Talibów, tym razem podjął kroki w nich wymierzone? Historia ta przypomina starą bajkę o uczniu czarnoksiężnika, który uwolnił żywioły, nad którymi nie był w stanie zapanować. Mówi się, że teraz to Pakistańczycy boją się swoich własnych religijnych wychowanków.

W Afganistanie panuje spokój. Pojawiają się już pierwsi turyści. Spotyka się wśród nich także Polaków. W listopadzie uruchomiono pierwsze regularne loty do stolicy kraju Kabulu. Wprawdzie niewiele państw świata uznało władzę Talibów, nie przeszkadza to jednak wydawać wizy dotychczasowym przedstawicielstwom dyplomatycznym Afganistanu za granicą, z Warszawą włącznie. Talibowie chętnie widzą turystów i w znacznie mniejszym stopniu niż sąsiedni Pakistan krępują ich ruchy. Uzyskanie zezwolenia na odwiedziny uznawanych do niedawna za tak niebezpieczne prowincji, jak Nuristan czy Badachszan, nie stanowi problemu. Talibowie sami zachęcają do poznawania ich uroków. Departament Turystyki kabulskiego Ministerstwa Kultury jest łatwiej dostępny niż jego odpowiednik w Warszawie. Na słynnej niegdyś wśród hippisów Chicken Street nadal handluje się antykami i dywanami, a sąsiednia Flower Street to królestwo kwiatów i weselnych wiązanek. Kawiarnie w okolicy placu Ansari i parku Shahr-e Nou w centralnej dzielnicy o tej samej nazwie są pełne ubranych po europejsku klientów. Spotkani w Kabulu ekspaci twierdzą, że tak bezpiecznie jak dziś nie było tu od lat. Napotkani na ulicy Talibowie oprócz niestrzyżonych bród i kałasznikowów nie wyróżniają się niczym szczególnym. Owszem, w niektórych miejscach jest więcej posterunków lub bardziej skrupulatnych kontroli dokumentów. Dotyczy to szczególnie szyickich meczetów zagrożonych agresją sunnickich ortodoksów. Spotyka się ślady po kulach lub wypalone ruiny porzuconych przez właścicieli budynków.

Jednak życie aż kipi, a przejście na drugą stronę ulicy jest prawdziwym wyzwaniem. Skąd w biednym kraju, gdzie ceny paliwa są niewiele niższe niż w Polsce, te rzeki samochodów i motocykli, pozostaje tajemnicą. Dziewczęta nadal chodzą do szkół, co prawda osobnych dla obydwu płci, ale dostępnych. Noszą hidżaby – mundurki, które wyróżniają je wśród przechodniów. Burki, tak charakterystyczne dla tego kraju, spotyka się głównie na wsi. Braki prądu powodują, że życie uliczne zamiera o zmierzchu, który jesienią zapada dość wcześnie. Są w Kabulu enklawy, gdzie nowe apartamentowce nie odbiegają wyglądem od europejskich. Jedyna różnica to kraty mające zapobiegać wypadnięciu z balkonu niezliczonych dzieci – afgańskie społeczeństwo jest bardzo młode. Znajdziemy tu kipiące życiem centra handlowe pełne niosących sprawunki klientów. W porze modlitwy kupcy pozostawiają ich na chwilę samych, by odprawić na holu zbiorową modlitwę. Ci, którzy handlują na ulicy, rozkładają obok swoje dywaniki modlitewne. Meczety, podobnie jak w popularnym Maroku, są niedostępne dla innowierców, można jedynie wejść na dziedziniec.

Prowincja jest trudno dostępna, drogi są zrujnowane, w budowie lub w trakcie remontu. Talibowie zlikwidowali uprawy maku i statystyki światowe przestały już wyróżniać Afganistan jako ośrodek produkcji i handlu narkotykami. Oczywiście trudno oczekiwać dwa lata po wojnie krainy dostatku i obfitości. Kraj jest zrujnowany, a bieda widoczna na każdym kroku. Wielu pyta, jak dostać się do Europy i czy znajdą tu pracę. Jednak większość mieszkańców żyje wreszcie po swojemu, bez zapomnianego już komunizmu wiezionego na sowieckich tankach, gdzieś jeszcze rdzewiejących wśród pól, czy demokracji na wzór amerykański.

Zbigniew Mielczarek

Tureckie wybory

Turcja po wyborach

O dziwo nikt nie zarzuca Erdoganowi sfałszowania wyborów. Jego przeciwnicy polityczni co najwyżej narzekają na nierównomierny dostęp do mediów podczas kampanii wyborczej. Do zwycięstwa już w I turze zabrakło mu niespełna 0,5% głosów. Dowodzi to możliwości skutecznego funkcjonowania demokracji w kraju muzułmańskim. Owszem, społeczeństwo tureckie jest mocno podzielone. Podobnie jak w Polsce, czy USA polaryzacja polityczna sięga 50%/50%. Linia podziału biegnie wzdłuż osi wielkie miasta – inteligencja/prowincja – wieś. Mimo życzeniowego myślenia mediów światowego mainstreamu Erdogan o mało co, a wygrałby już w I turze. Na szczęście dla niego (bo chyba nie było to zamierzone) nie wygrał ich o włos. Gdyby tak się stało, nie zabrakłoby przecież głosów zarzucających mu fałszerstwo. Ostatecznie wygrał w II turze w relacji 52% do 48%. Nie zaszkodziło mu ani trzęsienie ziemi, ani galopująca inflacja sięgająca wg mediów już 100% w skali rocznej. Warto zwrócić uwagę na frekwencję wyborczą, która wyniosła 89% w I i 85% w II turze wyborów. O takiej frekwencji wyborczej w Polsce możemy sobie co najwyżej pomarzyć.

Mocarstwowość Turcji staje się faktem – drony Bayraktar, potężny lotniskowiec o unikalnej konstrukcji z własnej stoczni, niedawno uruchomiona elektrownia atomowa (zbudowana we współpracy z Rosjanami), linia kolejowa długości 720 km przystosowana do pociągów TGV, wreszcie supernowoczesny port lotniczy Istanbul o docelowej przepustowości 250 mln pasażerów rocznie, to wszystko jest dorobkiem lat kadencji Erdogana.

Nad Morzem Czarnym przeprowadzono niedawno skuteczny test pocisku balistycznego Tajfun – rakiety o największym zasięgu w arsenale Turcji. Ten pocisk balistyczny krótkiego zasięgu został przetestowany już po raz drugi. Pierwszy test odbył się w październiku 2022 roku; pocisk trafił wtedy w cel oddalony o 560 km. Jego producentem jest turecka firma Roketsan. W ostatnich miesiącach do armii tureckiej trafiły m.in. pierwsze wyprodukowane przez rodzimy przemysł we współpracy z Koreą Południową czołgi podstawowe nowej generacji Altay oraz lotniskowiec przeznaczony m. innymi do przenoszenia dronów Bayraktar.

Cokolwiek by nie powiedzieć podczas dwóch poprzednich kadencji Erdogana kraj dokonał skoku cywilizacyjnego. Słynne drony Bayraktar są dziś przedmiotem pożądania całego świata z Polską włącznie. Oczywiście nie można wszystkich zasług przypisać prezydentowi, ale kierunek przez niego kreślony sprzyja, widać mimo inflacji, dynamice gospodarczej kraju. Nie sposób odmówić mu skuteczności w kreowaniu i budowie wizji Turcji jako spadkobierczyni potężnego Imperium Osmańskiego. To prawda, że wizja ta podlana jest nacjonalistycznym i religijnym sosem.

Czego możemy się spodziewać po Erdoganie w najbliższych latach? Kontynuacji wizji Turcji jako państwa post-imperialnego i podkreślania, że jest ona dziedzicem Imperium Osmańskiego. Aspirowania do roli mocarstwa regionalnego z rosnącą potęgą militarną. Wreszcie chęci przejścia do historii jako mediator pokojowy i przywódca światowego formatu.

Warto pamiętać, że w tym roku obchodzimy stulecie powstania Republiki Turcji oraz stulecie podpisania Traktatu o Przyjaźni między Polską, a Turcją.

Czy jechać do Iranu?

Czy jechać do Iranu?

W czasach słusznie minionych, ówczesne media, które realizowały jedynie słuszną politykę swoich mocodawców usiłowały zniechęcić nas do Stanów Zjednoczonych argumentując – „bo w Ameryce biją Murzynów”. Istotnie bili, dopóki czarnoskórzy nie wywalczyli sobie praw równych z białymi. Dziś media kreślą nam obraz innego kraju ogarniętego terrorem okrutnej władzy, która bije własnych obywateli – Iranu.

Czy jadąc do Iranu wspieramy terroryzm?

Wypada przypomnieć, że 44 lata temu, ojcowie i matki dzisiejszych demonstrantów z ulic irańskich miast, narażając życie walczyli z reżimem szacha. Jakież były ideały za które chcieli oddać życie? Hasłem rewolucji było wówczas „nuun, kar, azadi” (pers. „chleb, praca, wolność”). Podczas rewolucji zginęły tysiące ludzi, zaś trzy miliony dobrze wykształconych Irańczyków opuściły swój kraj, by nigdy do niego nie wrócić. Wojna z Irakiem, która zaraz potem wybuchła, a która była bezpośrednim następstwem rewolucji, kosztowała życie kolejnych 750 tys. ludzi. Zaraz potem kraj znalazł się w izolacji, która trwa do dziś. Bezpośrednią przyczyną tragicznej w skutkach rewolucji była niechęć szacha Mohammeda Rezy Pahlavi do duchowieństwa islamskiego, które uważał za kotwicę postępu. Polecił otwierać sklepy z alkoholem w sąsiedztwie świątyń, promował mniejszości religijne, otwierał kina grające zachodnie filmy w konserwatywnych miastach, prześladował noszących tradycyjne stroje na rzecz mini spódniczek i szpilek. Gdy go ostrzegano, mówił „duchowni chcą, by Iran pozostał w erze osła. Ja chcę przenieść go w erę odrzutowca”. Naród jednak wybrał inaczej.

Co sprawia, że kraj znowu znalazł się na oczach opinii światowej?

We wrześniu 2022 r. dał o sobie znać tlący się konflikt społeczny. Śmierć młodej Kurdyjki prawdopodobnie w wyniku nadużycia siły przez lokalnych ortodoksów sprawiła, że zapłonął cały kraj. Czy fakt, że płomień wybuchnął akurat w irańskim Kurdystanie nękanym konfliktem narodowościowym i niepodległościowym, to tylko przypadek? Tego nie wiemy. Od jesieni z różnym nasileniem trwają demonstracje w wielu miastach kraju. Młode pokolenie domaga się większych swobód obyczajowych dla kobiet, pojawiają się także żądania polityczne, z ustąpieniem władzy sprawowanej od 40 lat przez konserwatywnych duchownych, włącznie. Władze przyznały, że w starciach zginęło już ponad 300 osób. Protestujących wsparł niedawno były prezydent państwa, liberalny duchowny Chatami. Przeciwko działaniom władz wypowiedziały się także siostra samego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Alego Chamenei i siostrzenica wodza rewolucji Chomeiniego, ta ostatnia została nawet czasowo aresztowana. Protestują popularni reżyserzy filmowi, aktorzy, sportowcy. Kraj tkwi jednak w klinczu wzajemnie blokujących się sił tj. armii, korpusu Strażników Rewolucji i duchowieństwa. Nie istnieje społeczeństwo obywatelskie, ani zorganizowana opozycja. To pokolenie rodziców obecnych demonstrantów dokonało kiedyś rewolucji przeciwko reżimowi szacha. Tym samym linia podziału biegnie dziś w poprzek irańskich rodzin, co wyklucza solidarne, wspólne wystąpienie wszystkich sił społecznych, jak w 1979 r. Pozostaje oczekiwanie na dalszy rozwój sytuacji, dodatkowo skomplikowanej militarnym wsparciem udzielanym Rosji w konflikcie ukraińskim i syryjskim. Władze wprawdzie ostatnio jakby się poddawały – ma zostać rozwiązana słynąca z brutalności policja obyczajowa, a obowiązujące zasady hidżabu zweryfikowane i w domyśle zliberalizowane. Na ulicach Teheranu coraz więcej kobiet ostentacyjnie odkrywa włosy, podobnie dzieje się w innych ośrodkach miejskich. Władze nie interweniują. Trzeba jednak pamiętać, że prowincja jest temu przeciwna lub co najwyżej obojętna. Demonstracje powoli wygasają, a presja opinii światowej przyczyniła się do zwolnienia z aresztu popularnej aktorki Taraneh Alidoosti zdeklarowanej przeciwniczki hidżabu (zakrywania włosów).

Podejmując decyzję o wyjeździe do Iranu musimy pamiętać, że ubiegając się o wizę deklarujemy przestrzeganie obowiązującego w tym kraju prawa. Niezależnie od naszych własnych poglądów musimy podporządkować się zasadom hidżabu, nie pić alkoholu, nie jeść wieprzowiny, nie obrażać moralności publicznej w ich rozumieniu itd. Złamanie tych zasad, naraża nas na konsekwencje prawne. Nikt jednak nie uniemożliwia nam kontaktu z mieszkańcami Iranu. Możemy z nimi rozmawiać, możemy wytłumaczyć im w jaki sposób w 1989 r. w Polsce komunistyczna władza oddała stery państwa w ręce społeczeństwa obywatelskiego, bez użycia przemocy. Doświadczenie „Okrągłego Stołu”, unikalne w skali świata z pewnością warte są upowszechnienia.

Po Zatoce Perskiej wożą nas łodzie miejscowych rybaków. Ci ludzie żyją z turystyki, ryb jest coraz mniej. Czy chcemy ich karać nie przyjeżdżając do Iranu, czy chcemy karać kierowców autokarów, którzy nas tam bezpiecznie wożą? Czy nasi przewodnicy, dobrze mówiący po angielsku, którego nauczyli się nie wyjeżdżając z kraju, bo świat traktuje ich jak pariasów, są funkcjonariuszami reżimu? Czy pozbawiając ich jakiejś części dochodów na które liczą oni i ich rodziny, rzeczywiście karzemy reżim? Może warto wspomnieć o polskich cmentarzach w Teheranie, Anzali czy Isfahanie, na których stoją na pomnikach polskie orły. Mamy z Iranem ponad 500-letnie relacje dyplomatyczne. Nasi królowie wysyłali do Persji swoich posłów, niektórzy zostali tam w służbie Rzeczypospolitej na zawsze. Czy naprawdę chcemy świadomie przekreślić te tradycje? Irańczycy muszą sami rozwiązać swoje problemy. Świat tego za nich nie uczyni. Możemy im jednak pomóc. Nasza obecność wśród nich będzie dowodem, że nie są sami, że dostrzegamy ich problemy, że świat nie jest obojętny.

A oto cytat ze świąteczno-noworocznego listu, otrzymanego od jednego z zaprzyjaźnionych irańskich biur podróży:

As you know, Iran is going through an exceptional movement these days. Iranian people especially women fight for their rights, and The principal chant these days is ‘Women, Life, Freedom’, which contains bravery, hope, and strength.
Therefore, it would be great to celebrate this time of the year based on the quote from Agnes M. Pahro; Christmas is the tenderness of the past, courage for the present, and hope for the future.

I na koniec wiadomość zamykająca pewien delikatny temat. Polski naukowiec aresztowany i skazany w Iranie za zbieranie próbek geologicznych na poligonie rakietowym został niedawno zwolniony z aresztu i powrócił do kraju.

Zbigniew Mielczarek

Rok 2022 w świecie islamu – podsumowanie

Rok 2022 w świecie islamu – podsumowanie

Z pewnością nie był to rok spokojny. Wiele się działo, niekoniecznie dobrego.

Styczeń zaczął się od krwawo stłumionych protestów w dawnej stolicy Kazachstanu Almaty. Czy była to próba obrony starego porządku przez klan poprzedniego władcy, czy też rozprawa z tymże klanem? Tego do dziś nie wiadomo. Interweniowały siły pokojowe pod skrzydłami Rosji. Sytuacja powtórzyła się jesienią tuż po wyborach prezydenckich wygranych przez dotychczasowego prezydenta. Tym razem zamieszki miały miejsce w stolicy kraju Astanie, której niedawno przywrócono poprzednią nazwę.

Trwała niewypowiedziana wojna o dysponowanie zasobami wodnymi w zapomnianym zakątku Azji Środkowej między Kirgistanem, a Tadżykistanem. Chwilowo sytuację uspokoiła mediacja rosyjska. Z kolei mediacja turecka pomaga tonować nastroje między zwaśnionymi poradzieckimi republikami kaukaskimi Armenią i Azerbejdżanem. Swoją pozycję polityczną konsekwentnie buduje w tym i nie tylko rejonie świata, turecki prezydent „sułtan” Recep Tayip Erdogan. Jego działania na rzecz przywrócenia pokoju na Ukrainie, rozgrywanie sytuacji na Bliskim Wschodzie, wreszcie dyskretna współpraca z reżimem irańskim przeciwko niepodległościowym aspiracjom Kurdów, dowodzą próby przywrócenia Turcji dawnej mocarstwowej pozycji, choćby i na skalę regionalną.

Tymczasem ekonomiści wskazali na dwie gospodarki świata islamu, które niebawem mają uzyskać pozycję światowych championów. To Nigeria i Pakistan. O tyle ciekawe, że polską granicę coraz to próbują nielegalnie przekraczać imigranci z obydwu krajów, szukający lepszego życia na Zachodzie.

Latem, miały miejsce krwawo stłumione zamieszki w spokojnym zwykle Uzbekistanie. Przy okazji świat przypomniał sobie, że istnieje coś takiego jak Autonomiczna Republika Karakałpacka zamieszkała przez odrębny naród Karakałpaków. To muzułmanie bliżsi pochodzeniem Kazachom, którzy zaprotestowali przeciwko prezydenckim planom pozbawienia ich autonomii odziedziczonej jeszcze po czasach radzieckich.

We wrześniu dał o sobie znowu znać tlący się konflikt społeczny w Iranie. Śmierć młodej Kurdyjki prawdopodobnie w wyniku nadużycia siły przez lokalnych ortodoksów sprawiła, że zapłonął cały kraj. Czy fakt, że płomień wybuchnął akurat w irańskim Kurdystanie nękanym konfliktem narodowościowym i niepodległościowym to tylko przypadek? Tego nie wiemy. Trwają demonstracje w wielu miastach kraju. Młode pokolenie domaga się większych swobód obyczajowych dla kobiet, pojawiają się także żądania polityczne z ustąpieniem władzy sprawowanej od 40 lat przez konserwatywnych duchownych włącznie. Władze przyznały nawet, że w starciach zginęło już ponad 300 osób. Protestujących wsparł niedawno były prezydent państwa, liberalny duchowny Chatami. Przeciwko działaniom władz wypowiedziały się także siostra samego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Alego Chamenei i siostrzenica wodza rewolucji Chomeiniego, ta ostatnia została nawet aresztowana. Aresztowano także aktorkę oscarowych filmów Ashgara Farhadiego Taraneh Alidoosti. Kraj tkwi jednak w klinczu wzajemnie blokujących się sił tj. armii, korpusu Strażników Rewolucji i duchowieństwa. Nie istnieje społeczeństwo obywatelskie ani zorganizowana opozycja. To pokolenie rodziców obecnych demonstrantów dokonało kiedyś rewolucji przeciwko reżimowi szacha. Tym samym linia podziału biegnie dziś w poprzek irańskich rodzin, co wyklucza solidarne, wspólne wystąpienie wszystkich sił społecznych, jak w 1979 r. Pozostaje oczekiwanie na dalszy rozwój sytuacji, dodatkowo skomplikowanej militarnym wsparciem udzielanym Rosji w konflikcie ukraińskim i syryjskim. Władze wprawdzie ostatnio jakby się poddawały – ma zostać rozwiązana słynąca z brutalności policja obyczajowa, a obowiązujące zasady hidżabu zweryfikowane i w domyśle zliberalizowane.

Świat obojętnie przyglądał się listopadowemu szczytowi klimatycznemu COP 27 w egipskim kurorcie Szarm-el-Szejch. Co najwyżej głośno komentowano nieobecność Grety Thunberg, jakby to ona była papieżem obrońców klimatu. Tymczasem dla krajów islamu walka o czyste powietrze i środowisko to być albo nie być wobec postępujących zmian klimatycznych i dotykających je na przemian susz i powodzi, które są ich skutkiem. Fakt, że Egipt rządzony twardą ręką przez byłego marszałka polnego Sisi nie jest demokracją w zachodnim pojęciu, wzbudził niechęć liberalnych aktywistów i ich dąsy na organizację szczytu w tym kraju. Jednak sam fakt powierzenia organizacji takiej imprezy krajowi muzułmańskiemu należy ocenić jako sposób na włączenie tej części świata w walkę o lepsze jutro dla planety.

Poniekąd w nawiązaniu do szczytu klimatycznego wypada wrócić do Pakistanu nawiedzonego przez tragiczną w skutkach powódź monsunową, największą od 12 lat. Zabiła ona 1700 osób, a dotknęła ponad 33 miliony ludzi. Władze kraju przypisują ją postępującym zmianom klimatycznym. Niestety jeszcze nie ustąpiła powódź, a odezwali się pakistańscy talibowie, dokonując ataku bombowego na ekipę, która zajmuje się szczepieniem dzieci przeciwko polio. Akurat Pakistan dzierży niechlubny rekord, jeśli idzie o śmiertelność dzieci i niemowląt. Jednak atak ten jest powrotem do gry TTP – ortodoksyjnego ugrupowania politycznego, które od czerwca br. przestrzegało zawieszenia broni zawartego z władzami kraju. Tymczasem wiosną miało miejsce brzemienne w skutki zdarzenie, a mianowicie dymisja rządu charyzmatycznego polityka, populisty Imrana Chana popieranego przez armię i partie muzułmańskie. Zwycięzcy wyborów z 2018 r. nie było dane dokończyć kadencji, jego koalicyjny rząd utracił większość parlamentarną. Nie w drodze wyborów, lecz w wyniku przejścia części popierających go ugrupowań do opozycji. Jesienią sytuacja polityczna doszła do stanu wrzenia, kiedy jego partia Pakistański Ruch na rzecz Sprawiedliwości (PTI), wezwała do demonstracji na rzecz rozpisania przedterminowych wyborów. Podczas marszu na stolicę kraju, polityk został postrzelony przez zamachowca, co nieco ostudziło podgrzane emocje. Jak zachowa się armia, czy i kiedy dojdzie do wyborów? Na te pytania nikt nie ma na razie odpowiedzi.

Na koniec kilka słów o wydarzeniu sportowym, którym pod koniec mijającego roku żył świat nie tylko sportowy. Mowa oczywiście o piłkarskich Mistrzostwach Świata w Katarze. Przy tej okazji kolejny raz okazało się, że polityka imigracyjna i akulturacyjna państw europejskich wobec muzułmanów poniosła fiasko. Płonące po meczach reprezentacji piłkarskiej Maroka ulice stolicy Belgii i innych miast europejskich są tego dobitnym dowodem. Tym razem reprezentacje piłkarskie krajów muzułmańskich sprawiły niespodziankę – najpierw Arabia Saudyjska, później Maroko. O ile Arabia potrafiła wygrać ze słynną Argentyną, o tyle triumfalny pochód reprezentacji Maroka to już zupełnie inna historia. Nie darmo w świecie arabskim mówi się, że gdyby piłka nożna była religią, to byłaby na drugim miejscu – zaraz po islamie. „Lwy Atlasu” pokazały klasę, zajmując ostatecznie czwarte miejsce w turnieju.

Zbigniew Mielczarek

Pakistan – przyjazny turystom, choć nieznany

Pakistan – przyjazny turystom, choć nieznany

Pakistan – kraj zupełnie w Polsce nieznany. Jego historia liczy sobie ponad cztery tysiące lat. Oczywiście nie jako państwa, lecz kwitnących tam niegdyś cywilizacji. Cywilizacji położonych w dolinie potężnej azjatyckiej rzeki – Indusu.

Ludne, tajemnicze miasta Harappa, czy Mohendżo Daro, do dziś imponują swoją wielkością i stopniem rozwoju. Z subkontynentu indyjskiego wywędrował w świat buddyzm. Wspaniałe zabytki buddyjskie Pakistanu znajdują się na liście UNESCO. Panowanie dynastii Wielkich Mogołów pozostawiło po sobie przepiękne ogrody, forty, mauzolea i meczety nawiązujące do dziedzictwa kultury perskiej. Przyniosło także nową religię – islam.

Dziś Pakistan jest po Indonezji, drugim, najludniejszym państwem muzułmańskim na świecie – liczy już 241 milionów ludzi. Znakomita większość z nich – 96%, wyznaje islam w wersji sunnickiej. Nie przeszkadza to w pełnieniu najwyższych nawet funkcji politycznych kobietom – do czasu śmierci w zamachu, premierem kraju była słynna Benazir Bhutto.

Pakistan jest dziś stabilną demokracją, a rządy jeszcze niedawno sprawował były sportowiec, kapitan narodowej reprezentacji krykieta, popularny Imran Khan. Skonfliktowany z sąsiednimi Indiami kraj, posiada broń atomową, deklarując jednocześnie obronny charakter swojego programu zbrojeniowego.

Chcesz wiedzieć jeszcze więcej o Pakistanie i innych krajach islamu?

Zapisz się na listę sympatyków Zbigniewa Mielczarka!

Będziesz otrzymywać nasz newsletter, a w nim zapowiedzi książek o Pakistanie, aktualności i darmowe materiały o krajach islamu. A to wszystko zgodnie z naszą polityką prywatności!


Gospodarka, to głównie rolnictwo, korzystające z ciepłego klimatu i dostatku wody, rozprowadzanej największymi na świecie systemami irygacyjnymi. W jego pejzażu dominują niziny, ale znajdziemy tu i pustynie, a przede wszystkim wspaniałe łańcuchy górskie. Karakorum, Hindukusz i Himalaje leżą po części w Pakistanie, a ich królem jest K2, drugi co do wysokości szczyt Ziemi (8611 m).

Pakistan jest krajem paradoksów. Jego założyciel Muhammad Ali Jinnah wcale nie chciał separacji z Indiami. Dziś zwany Ojcem Narodu — Baba-e Kaum jest czczony mimo, że nie żałował sobie cygar, ani whisky. Sama nazwa Pakistan oznacza „Kraj ludzi czystych (duchem)” i bierze się od początkowych liter prowincji wchodzących w jego skład.

Nowożytna historia kraju, zaczęła się w 1947 r., podziałem imperialnych Indii Brytyjskich. Towarzyszyły jej krwawe konflikty z niepodległymi już Indiami, rozpad dwuczłonowego państwa i powstanie Bangladeszu, wreszcie wojskowe zamachy stanu i konflikty wewnętrzne. Pakistan jest aktywny w polityce międzynarodowej, jako dawny przeciwnik ZSRR w konflikcie afgańskim i protektor współczesnych talibów władających Afganistanem. Nie spotkamy tu jednak brodatych fundamentalistów potrząsających kałasznikowami.

Młode społeczeństwo jest ciekawe obcych i przyjaźnie nastawione wobec turystów. Obowiązuje tu honorowy kodeks zwany Pasztunwali nakazujący miejscowym gościnność i opiekę nad przyjezdnymi. Kraj gdzie większość ludności żyje w ubóstwie stawia na turystykę. Oferuje trekkingi w górach, atrakcyjne stolice – Lahore, Karachi, Islamabad, kolorowe bazary i orientalną kuchnię.  

Zbigniew Mielczarek

Iran – kraj objęty sankcjami Zachodu od 40 lat – wzorem dla Rosji

Iran – kraj objęty sankcjami Zachodu od 40 lat – wzorem dla Rosji

W ostatnim czasie świat obiegły informacje o podróżach rosyjskich oficjeli do Iranu. Ich celem miało być uzyskanie wiedzy, jak omijać zachodnie sankcje i jak funkcjonować w warunkach gospodarki zamkniętej. Trzeba przyznać, że Rosjanie zwrócili się pod właściwy adres.

Iran od ponad 40 lat objęty jest sankcjami ekonomicznymi – najpierw wyłącznie ze strony Stanów Zjednoczonych, a potem całego zachodniego świata. Stało się tak, kiedy po rewolucji islamskiej i obaleniu władzy szacha kraj ten skonfliktował się z Zachodem. Początkowo chodziło tylko o złamanie immunitetu placówki dyplomatycznej USA w Teheranie, wkrótce doszły atomowe ambicje ajatollahów. Ambicje te nie były czymś nowym – już w latach 60. obalony szach nawiązał współpracę z USA w zakresie pokojowego wykorzystania energii atomowej. Dopóki partnerami w interesach były General Electric i Westinghouse, wszystko było w porządku. Kiedy Republika Islamska zmieniła wektory swojej polityki zagranicznej i Amerykanów zastąpili Rosjanie, program ten znalazł się na cenzurowanym, czego konsekwencje kraj odczuwa do dziś.

Zacznijmy od prostej sprawy – kart kredytowych lub płatniczych. Są one w Iranie w powszechnym obiegu. Terminale posiadają nawet sprzedawcy lodów. Tyle tylko, że kraj jest odcięty od systemu Visa czy Mastercard i karty tych organizacji nie działają w Iranie. Podobnie nie jest on objęty systemem SWIFT, nie ma zatem możliwości transferu środków pieniężnych za zakupione towary lub usługi. Irańczycy mają bardzo ograniczone możliwości podróżowania po świecie. Mało który kraj wydaje im wizy, mimo że paszporty mają w domach. Wobec braku dostępu do walut w razie wyjazdu mogą ubiegać się o przydział dewiz, podobnie jak kiedyś Polacy.

Gospodarka ma charakter zamknięty, choć istnieją ożywione relacje gospodarcze z Chinami, Indiami, Pakistanem i Koreą Południową. Stosowane technologie mają charakter odtwórczy, przykładem są samoloty bojowe sklonowane z amerykańskich F5, czołgi z rosyjskich T72 czy samochody osobowe bazujące na modelu Peugeot 405. Nie przeszkadza to jednak Irańczykom w eksploatowaniu farm wiatrowych czy fotowoltaicznych, wystrzeliwaniu w kosmos rakiet wynoszących własne satelity czy w stosowaniu nanotechnologii. Niedawno media obiegła wieść, że Rosjanie zamierzają zakupić w Iranie ciężkie drony bojowe Shahed 129. Są to skopiowane amerykańskie drony MQ i izraelskie Hermes. Pytanie brzmi – jakim prawem wspólnota międzynarodowa potępia Iran sprzedający broń Rosjanom czy też Rosjan sprzedających broń Iranowi (systemy obronne S 300)? Jakoś obrót bronią amerykańską nie spotyka się w świecie z podobnie negatywną reakcją.

Tak czy owak sankcje Zachodu nie przeszkadzają, jak widać, w pozyskiwaniu nowoczesnych technologii. W sklepach dostępne są towary z importu, głównie z Chin. Rolnictwo irańskie zabezpiecza 80% popytu na żywność, pozostała część jest importowana z krajów Azji Południowo-Wschodniej. O dziwo, mimo sankcji irańskie daktyle są dostępne w polskich sklepach, jeśli tak można powiedzieć o sieci marketów Aldi.

Jak więc widać, warunki międzynarodowej izolacji nie wpływają w decydującym stopniu na sytuację wewnętrzną w objętym sankcjami kraju. Piszą o tym zachodni eksperci, między innymi znany w Polsce profesor Uniwersytetu Columbia Jeffrey Sachs. Określa on relacje amerykańsko-irańskie wręcz jako narodową obsesję. Przemożna chęć zrujnowania gospodarki kraju skutkuje dziś 250% inflacją i rodzi napięcia, które w konsekwencji mają doprowadzić do obalenia rządu islamskiego i zastąpienia go przyjaznym proamerykańskim reżimem. Trudno oczekiwać, że Iran wspierany ekonomicznie i technologicznie przez minione 40 lat najpierw przez Związek Radziecki, a potem Rosję, rzuci się raptownie w objęcia Zachodu. Pytanie brzmi, czy sam Zachód jest tym zainteresowany, mając w perspektywie spadek cen ropy i gazu w razie wejścia tego kraju na rynek światowy. A dysponuje on drugimi w skali świata zasobami paliw kopalnych. Rosjanie dobrze o tym wiedzą, szczególnie teraz, kiedy znaleźli się w takiej samej sytuacji, w jakiej Iran pozostaje od 40 lat.

Zbigniew Mielczarek

26.07.2022

Iran – na świeżo, po latach pandemii COVID-19

Wiosną tego roku Iran otworzył swoje granice dla zaszczepionych przeciwko COVID-19. Kraj pozostawał zamknięty od czasu zestrzelenia samolotu pasażerskiego Ukraine Airlines pod Teheranem w styczniu 2020 roku. Ostatecznie rodzinom ofiar wypłacono wysokie odszkodowania. Iran w wyjątkowo dotkliwy sposób odczuł także pandemię, która pozbawiła życia ponad 141 tys. mieszkańców. Walka z Covidem trwa nadal między innymi przy pomocy własnej szczepionki Barekat. W międzyczasie odbyły się wybory prezydenckie, w których konserwatyści pokonali liberałów przy znacząco niskiej frekwencji wyborczej. Co zatem zmieniło się w Islamskiej Republice Iranu? Co możemy zauważyć na ulicy, w przestrzeni publicznej?

Cmentarz polski w Isfahanie

Wydaje się, że paradoksalnie największe zmiany dokonały się w sferze obyczajowej. Konserwatyści wbrew obawom nie tylko nie przykręcili śruby, ale przestali, jak się zdaje, zwracać większą uwagę na wygląd własnych obywateli. Kobiety skorzystały z okazji, zamieniając toporne adidasy na zgrabne sandały (niektóre zaś na martensy). Pojawiły się zwiewne sukienki, wciąż jeszcze długości ¾, a chusty kryjące (lub raczej odsłaniające) włosy zsunęły się kokieteryjnie na plecy. Odsłaniają kosmyki włosów, czasem zielone, czasem różowe, ochoczo wymykające się spod czapek bejsbolówek Panie wsiadły także na rowery, i to bez męskiego towarzystwa! Ba, co odważniejsze prowadzą nawet skutery. Panowie dla odmiany zaczęli nosić bojówki, a nawet szorty, tyle że wyłącznie w nadmorskich miejscowościach wczasowych. Bezwstydnie odsłoniły się formalnie nadal zabronione anteny satelitarne, nikt się już nimi nie przejmuje. Podobnie zresztą sprawa ma się z psami przykładnie prowadzonymi na smyczy. Zważywszy na rozmiary tychże psów, głównie yorków i maltańczyków, wygląda to dość zabawnie.

Mniej zabawna jest natomiast dramatycznie rosnąca inflacja. Bilon wyszedł już zupełnie z obiegu i stał się numizmatem. Reszta wydawana jest w postaci cukierków lub gumy do żucia. Bywa, że niskie nominały banknotów z surowym ojcem rewolucji walają się po ulicy. Praktycznie wyeliminowano gotówkę – dziennie można podjąć z bankomatu zaledwie 2 miliony riali, co stanowi równowartość ok. 35 zł. Planowana reforma walutowa nie może w tej sytuacji dojść do skutku, a w obiegu coraz to częściej pojawiają się nowe nominały – ostatni na kwotę 1 miliona.

Rokowania wiedeńskie praktycznie utknęły w miejscu. Cóż, widocznie świat zainteresowany jest utrzymaniem wysokich cen paliw, które tak chętnie dostarczyliby Irańczycy. Nie protestuje także, kiedy Izrael dumnie przyznaje się do odstrzelenia na gwarnej teherańskiej ulicy kolejnego irańskiego wojskowego winnego domniemanych zbrodni. Kiedyś działania takie nosiły miano terroryzmu państwowego, dziś widocznie uznaje się je za moralnie słuszne i zasadne.

Powoli powracają turyści. Nieśmiało, rozglądając się dookoła, zaskoczeni nieczynnymi kantorami i milionowymi biletami wstępu do muzeów i zabytków. W ich ślady poszedł niedawno Minister Spraw Zagranicznych RP prof. Zbigniew Rau, składając wizytę w Teheranie. Irańczycy przyjęli to bardzo pozytywnie, poczynając od mediów na ulicznych przechodniach kończąc.

Zbigniew Mielczarek

1.06.2022

Wojna w Europie, a świat islamu

Wojna w Europie, a świat islamu

Muzułmanie całego świata pozdrawiają się słowami – Pokój z Tobą  – Es salam wa aleykum. Ich religia mówi, że pokój jako taki jest wartością nadrzędną i należy go chronić za wszelką cenę. Aby zaistniała potrzeba prowadzenia wojny muszą być spełnione określone warunki i nie każdy może sobie pozwolić na wzywanie do niej. Można ją prowadzić wyłącznie jako wojnę obronną, jeśli wróg napadnie na kraj muzułmański lub jeśli muzułmanie są we własnym kraju uciskani i nie mogą wyznawać swojej religii.  Walka nie jest wpisana w Koraniczny zestaw pięciu filarów islamu. Jest jedynie obowiązkiem zbiorowym, który dotyczy mężczyzn zdolnych do jej podjęcia. Taka jest teoria, w praktyce jak zwykle różnie bywało. Zdarzały się nawet bratobójcze wojny religijne, co wg Koranu jest największym grzechem i nieszczęściem jakie może się w świecie islamu zdarzyć.

Wojna jaka toczy się w tej chwili na Ukrainie jest wojną, która muzułmanów bezpośrednio nie dotyczy. Ba, z uwagi na zagrożenie brakiem ciągłości  w dostawach surowców – ropy czy gazu, wpływające na zwyżki cen na rynku światowym, przynosi im wręcz korzyści materialne. Negocjacje z Iranem, do niedawna niemrawo toczące się w Wiedniu, nagle dramatycznie przyspieszyły. Wkrótce spodziewany jest ich koniec, a tym samym powrót irańskiej ropy i gazu na rynki światowe. Mogą one zastąpić dostawy z Rosji.

Świat islamu nie zabiera głosu w sprawie tej wojny. Trudno oczekiwać krytyki tradycyjnie sprzyjającej mu Rosji. Muzułmanie zachowują wobec tych zdarzeń rezerwę i neutralną postawę. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że np. rząd Egiptu, kraju raczej nie słynącego z bogactwa, podjął decyzję o opłaceniu bezterminowo pobytu w hotelach egipskich kurortów tym turystom z Ukrainy, którzy zostali nagle odcięci od swojego kraju, do którego nie mają jak wrócić.

Jedynym krajem muzułmańskim, który reaguje na zachodzące wydarzenia jest Turcja. Kraj ten wprawdzie nie ma wspólnej granicy z Ukrainą, ale należy do NATO i kontroluje cieśniny czarnomorskie. Co więcej, Turcja w swojej historii nieraz toczyła z Rosją wojny. Tym niemniej reakcja tego wielkiego kraju jest bardzo powściągliwa i ogranicza się do prób mediacji i wzywania do zawieszenia działań wojennych i powrotu zwaśnionych stron do stołu rokowań. Tureckie linie lotnicze nawet zwiększyły liczbę swoich połączeń do Rosji i obsługują je większymi samolotami. Podobnie zresztą uczyniły inne kraje islamskie.

Trudno się temu dziwić, bowiem świat islamu targany jest separatyzmami i konfliktami plemiennymi. Toczy się zapomniana wojna w Jemenie, wciąż buntują się Kurdowie, którym Europejczycy obiecali w traktacie z Sevres własne państwo. Można powiedzieć, że w pewnym sensie wojna w Europie odwraca uwagę Europejczyków, którzy mają kłopoty na własnym podwórku. Koncentrując się na własnych problemach pozostawiają świat islamu samemu sobie, co przyjmuje on z ulgą. Gorzej z tymi krajami, które znaczący procent PKB czerpią z turystyki. Ledwo zaczęła się ona odradzać po pandemii, a tu wybuch wojny na długo może pozbawić je turystów i z Ukrainy, i z Rosji.

Zbigniew Mielczarek

7.03.2022

Rok 2021 w świecie islamu – podsumowanie

Rok 2021 w świecie islamu – podsumowanie

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem minionego roku, było wycofanie się USA z Afganistanu i błyskawiczne przejęcie władzy przez talibów. Nowy prezydent, Joe Biden podtrzymał decyzję  poprzednika i zakończył dwudziestoletnią obecność Amerykanów i ich demokracji w tym kraju. Tym samym, zakończyła się wspomniana w przewodniku W świecie Islamu „pokraczna demokracja”, jak ją określił arabista prof. Danecki. To, co się tam obecnie dzieje, w niczym nie odbiega od zasad prawa muzułmańskiego – szariatu i czego nie należałoby się spodziewać. Jak na przykład wylania zapasów alkoholu, czy zakazu samotnych podróży kobietom, bez męskiej opieki. Rok 2022 stawia pytanie, jak ten kraj, którego finanse były dotychczas w 40% sponsorowane przez wspólnotę międzynarodową, poradzi sobie ekonomicznie.

Przebojem roku, stała się szczepionka Pfizer/BioNTech, podawana w ramach walki z Covid ludziom na całym świecie. Mało kto jednak wie, że firma BioNTech jest własnością tureckiego, muzułmańskiego małżeństwa Ugur Sahin i Ozlem Tureci, pary imigrantów, którzy założyli ją w 2008 r. w Niemczech.

Koniec roku, przyniósł wystrzelenie w kosmos, kolejnej irańskiej rakiety Simorgh (pers. Feniks). Miała ona wynieść na orbitę kilka satelitów, co prawdopodobnie nie do końca się udało. Start tej rakiety, odbył się w tle trwających w Wiedniu negocjacji Iranu z państwami – sygnatariuszami umowy nuklearnej i pośrednio z USA. Umowa ta, zwana JCPOA, zawarta ostatecznie w 2015 r. została zerwana przez administrację prezydenta Donalda Trumpa w 2018 r., z naruszeniem zasad prawa międzynarodowego. Powrót do stołu obrad i nadzieja na osiągnięcie porozumienia, spędza sen z powiek rządowi Izraela i koncernom energetycznym. Gdyby bowiem Iran mógł legalnie sprzedawać swoją ropę i gaz na rynku międzynarodowym, ceny tych surowców bez wątpienia uległyby znacznej obniżce. Kwestia ta ma znaczenie ekonomiczne także dla Polski, która tradycyjnie miała z tym krajem dobre stosunki.

W minionym roku, ruszyła pierwsza elektrownia atomowa w świecie arabskim – Barakat w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Uruchomiona we współpracy i w oparciu o technologię koreańską, dowodzi, że postęp techniczny nie jest obcy światu islamu. Elektrownia atomowa, pracuje także od 2011 r. w Iranie, a w planie jest także uruchomienie kilku elektrowni w Arabii Saudyjskiej.

Ciekawe wydarzenia miały miejsce w Azji Środkowej. W Chiwie w Uzbekistanie odbyła się konferencja prezydentów 26 krajów turkijskich. Trwają przygotowania, do konferencji w Samarkandzie poświęconej prawom człowieka. Dowodzi to aktywnego włączenia się poradzieckich krajów muzułmańskich w politykę międzynarodową. Wypada także, zwrócić uwagę, na turecką inicjatywę skierowaną na Afrykę. Grudniowe spotkanie w Stambule, prezydenta Erdogana i 16 przywódców krajów afrykańskich, miało w tle ambitne plany eksportowe tureckiego przemysłu zbrojeniowego. Jednak Erdogan wystąpił kolejny raz, jako islamski adwokat praw mieszkańców kontynentu zamieszkanego przez 1,3 miliarda ludzi.

Toczyły się i nadal toczą wojny w Jemenie, Libii i Syrii. Szansą na pokój wydają się być wybory prezydenckie w Libii, o ile dojdą do skutku.

Egipt ogłosił ukończenie budowy swojej „piramidy XXI” wieku, nowej stolicy, położonej 45 km na wschód od Kairu. „Nowy Kair” ma być wizytówką kraju faraonów, wykorzystującą najnowsze technologie i zdobycze cywilizacyjne.

Nasz z kolei kraj, spotkał się z niespodziewanym napływem muzułmańskich uchodźców, przez „zieloną granicę” z Białorusią. Akcja ta, niewątpliwie skoordynowana i zorganizowana przez sąsiadów, wzbudziła wielkie emocje i debatę publiczną w polskim społeczeństwie. Przy okazji „odkryto”, że w Polsce żyją od wieków muzułmanie, którzy udostępnili swoje cmentarze w Bohonikach i Kruszynianach, nieszczęsnym ofiarom akcji służb białoruskich.

Pandemia mimo wszystko oszczędziła świat islamu. Najwięcej zachorowań odnotowała Turcja (7 miejsce na świecie), jednak ofiar śmiertelnych, jest tam znacznie mniej niż w Polsce (15 miejsce). Kolejny, wg statystyk kraj islamski Iran (11 miejsce), mający blisko 85 mln mieszkańców, odnotował 6 mln chorych, wobec naszych 4 mln i 135 tys. ofiar, wobec naszych blisko 100 tys. Najludniejszy kraj muzułmański świata Indonezja, jest zaraz przed Polską pod względem ilości chorych, lecz tuż przed Iranem pod względem ofiar. Poziom wyszczepienia Polaków jest zbliżony do Jordanii, a daleko nam np. do Maroka, które deklaruje wyszczepienie na poziomie 74% populacji.

I na koniec – coś ze świata kultury. Na ekrany polskich kin w ub. roku, weszły trzy filmy związane ze światem islamu. Tunezyjsko- francuski Arab Blues, komedia, z udziałem wygnanej z Iranu aktorki  Golshifteh Farahani, białoruski – sic! dramat Poufne lekcje perskiego i irański dramat w stylu Kieślowskiego Ballada o białej krowie. Najnowszy film dwukrotnego zdobywcy Oscara Asghara Farhadiego Bohater wyróżniono Złota Palmą w Cannes i kolejną nominacją do Oscara   

Zbigniew Mielczarek 3.01.2022

Afganistan – w końcu pozostawiony sam sobie

Historia Afganistanu jako samodzielnego państwa jest dość krótka i sięga zaledwie 1747 r. Obecnie należące do niego ziemie wcześniej wchodziły w skład różnych państw i imperiów. Tradycyjnie ich mieszkańcy wzniecali bunty przeciwko kolejnym najeźdźcom – zwykle były krwawo tłumione. Lokalni władcy, którym udało się w końcu zjednoczyć kraj, zwykle padali ofiarą tendencji odśrodkowych, a ich władza w wielu rejonach górzystego państwa była czysto nominalna.

Nowożytna historia Afganistanu związana jest z toczoną przez ówczesne mocarstwa Rosję i Wielką Brytanię tzw. „Wielką Grą”. Chodziło w niej o wpływy w Azji i zabezpieczenie swoich zdobyczy kolonialnych. Persja inspirowana przez Rosję podjęła w 1837 r. próbę zdobycia Heratu będącego kiedyś jej prowincją. Poniosła klęskę i przestała aktywnie angażować się w sprawy afgańskie. Wielka Brytania stoczyła trzy wojny afgańskie, które, mimo przejściowych sukcesów, nie przyniosły jej trwałych korzyści. Podczas pierwszej z nich w latach 1839-1842 mimo zdobycia Kabulu, Anglicy ponieśli straszliwą klęskę, tracąc kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy i cywilów.

Kolejne wojny, będące wynikiem walki o wpływy z carską Rosją, spowodowały niechęć władz brytyjskich do angażowania się w sprawy Afganistanu. Związek Radziecki, kontynuując imperialne tradycje, próbował zwasalizować niepokornego sąsiada początkowo politycznie, a z czasem zbrojnie. Dziesięcioletnia krwawa wojna radziecko-afgańska z lat 1979-1989 przyczyniła się do upadku imperium. Z okazji skorzystało kolejne mocarstwo – Stany Zjednoczone – dostarczając walczącym Afgańczykom broni i wspierając ich logistycznie. Bazę tego starcia stanowił Pakistan, gdzie szkolili się talibowie – młodzi ortodoksyjni bojownicy afgańscy. Jednak nie zawsze zasada „wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem” się sprawdza.

Afgańczycy wcale nie mieli ochoty słuchać nowych mentorów ani wprowadzać demokracji na wzór zachodni. Targany konfliktami wewnętrznymi kraj stał się obszarem destabilizacji, a w końcu bazą fundamentalistów różnej maści. Interwencja amerykańska wywołana wsparciem talibów dla Al-Kaidy trwała od 2001 do 2021 r., dwa razy dłużej niż interwencja radziecka. Jednak przygotowania Amerykanów do wycofania się z Afganistanu rozpoczęły się już w 2018 r., kiedy to uwolnili oni z pakistańskich aresztów przywódców talibów i rozpoczęli z nimi negocjacje. Ich celem było przekazanie władzy w kraju siłom, które nie pójdą na współpracę z radykałami spod znaku Al-Kaidy. W tym celu rozmyślnie pozostawiono nowoczesny sprzęt i dobrze wyszkoloną armię, która natychmiast przeszła na stronę talibów. Przy okazji, mimo apeli, wydrenowano kraj z dziesiątek tysięcy znających języki specjalistów. Koło historii zamknęło się, pozostawiając kolejny raz Afgańczyków samym sobie w zrujnowanym kraju o powierzchni 650 tys. km i liczącym blisko 40 mln mieszkańców.

Czy jednak istotnie samym sobie? Afganistan ma sąsiadów, którzy aktywnie oddziałują na politykę wewnętrzną tego kraju. Pierwsze skrzypce gra tu niewątpliwie Pakistan, matecznik talibów, a zarazem kraj zamieszkały po części przez Pasztunów, plemię dominujące w Afganistanie – 40% ludności. Jednak mozaika narodowości afgańskich obejmuje także szyickich Hazarów będących w orbicie zainteresowania Irańczyków, Uzbeków, Tadżyków oraz Beludżów. Niewątpliwie schadenfreude po wycofaniu się USA z regionu odczuwa Rosja. Poczuwa się ona do obrony interesów narodowości pokrewnych byłym republikom radzieckim. Obawia się także wzrostu nastrojów fundamentalistycznych u swoich dawnych południowych granic. Sytuacji bacznie przyglądają się Chiny zainteresowane pokojem w bogatym w surowce energetyczne regionie. Nogami przebiera Turcja dążąca do ożywienia idei panturkizmu i reaktywacji własnej mocarstwowości. Już ogłosiła swoje poparcie dla rządów talibów i formuły Islamskiego Emiratu Afganistanu.

Jedno jest pewne – kraj powraca do swoich plemiennych korzeni, do swojej religii i obyczajów. Kolejna próba szczepienia na siłę zachodniej demokracji nie powiodła się.

Zbigniew Mielczarek

W świecie islamu – zapowiedź nowej książki Zbigniewa Mielczarka!

Już niedługo nakładem Wydawnictwa Sorus ukaże się nowa książka Zbigniewa Mielczarka.

Daj się zaprosić do świata islamu! 

Sięgnij po tę książkę, żeby poznać pięć filarów wiary islamskiej, zweryfikować stereotypy i mity, zrozumieć skomplikowane relacje polityczne i podziały religijne. Zobacz, jak faktycznie wygląda sytuacja kobiet w społeczeństwach krajów arabskich. Zachwyć się bogatym światem literatury, muzyki i filmu. 

Z poradnika dowiesz się więcej nie tylko na temat gastronomii czy bezpieczeństwa, ale poznasz też podstawowe zasady savoir-vivre. Czy wszędzie można swobodnie robić zdjęcia? W jaki sposób zachować się przy stole podczas wspólnego posiłku? Jak się ubrać na wycieczkę po mieście i na zwiedzanie? Czy autostop jest dobrym sposobem na przemieszczanie się? 

Ruszysz z nami na tę fascynującą wyprawę?

Komentarz do wyborów prezydenckich w Iranie

Wybory prezydenckie w Iranie w dniu 18.06.2021 r. pewnie wygrał konserwatysta, duchowny niższego szczebla (hodżdżatoleslam) Ibrahim Raisi (Raisi znaczy „Prezydencki”). Dotychczasowy umiarkowany prezydent Hasan Rouhani ustąpił mu miejsca przy bardzo niskiej 48,8 % frekwencji. Nam może się ona wydawać wysoka lecz w Iranie gdzie zwykle wynosiła 70-80% jest ona najniższa od rewolucji 1979 r. Charakterystyczna jest liczba głosów nieważnych- aż 3 miliony 700 tys. W ten sposób Irańczycy dali wyraz swojej niechęci i frustracji. Liczący się bowiem kontrkandydaci – wśród nich wnuk ajatollaha Chomeiniego Hasan Chomejni, były prezydent, populista Mahmud Ahmadineżad oraz liberałowie nie zostali dopuszczeni do wyborów. Ich kandydatury odrzuciła Şura-i Nagehban – Rada Strażników Konstytucji. Irańczycy śmieją się, że głosy nieważne zajęły II miejsce, bowiem kolejni kandydaci ultrakonserwatywny generał Rezai uzyskał ich 3,3 miliona, a liberał Hemmati zaledwie 2,4 miliona.

60-letni Raisi to wpływowy polityk, b. szef religijnej Fundacji im. Imama Rezy z Meszhedu, cieszący się poparciem Najwyższego Przywódcy ajatollaha Ali Chamenei. Dotychczas pełnił on ważną funkcję zwierzchnika irańskiego wymiaru sprawiedliwości. W poprzednich wyborach prezydenckich uzyskał nadspodziewanie dobry wynik – prawie 16 milionów głosów (38%) wobec 23,5 miliona (57%) oddanych na urzędującego wówczas prezydenta Rouhaniego. Tym razem uzyskał 17,8 miliona głosów co stanowi 62% oddanych głosów. „New York Times”, „Washington Post” i „The Guardian” już uznały go za prawdopodobnego następcę Najwyższego Przywódcy Iranu Ajatollaha Ali Chamenei. Iran czekają przecież zmiany polityczne – ajatollah Chamenei przekroczył już 80. Jednak Irańczycy, szczególnie ci młodzi, zadają sobie pytanie, czy w ogóle taki następca jest potrzebny. Marzy im się republika prezydencka na wzór sąsiedniej Turcji. Po cichu mówi się także o restauracji monarchii.

Wybór Raisiego praktycznie kończy proces koncentracji władzy w rękach sił konserwatywnych- wygrały one także poprzednie wybory parlamentarne w lutym 2020 r. również przy wyjątkowo niskiej wówczas frekwencji. Paradoksalnie może to jednak oznaczać szybsze otwarcie się Iranu na świat. Poprzednio toczyła się bowiem walka pomiędzy liberałami, a konserwatystami, która w tej chwili dobiegła końca. Tym samym konserwatyści mają niejako wolne ręce z czego zamierzają skorzystać. Już dziś deklarują chęć poprawy relacji z Arabią Saudyjską z którą pozostają od lat w konflikcie. Jest także nadzieja, że ruszą z miejsca rozmowy z USA dotyczące porozumienia nuklearnego.

Zbigniew Mielczarek

Co chcielibyście wiedzieć o pakowaniu i pamiątkach, czego nikt Wam nie powiedział, a my Wam powiemy!

Tytuł tego tekstu jest prawie tak skomplikowany jak temat przygotowania się do podróży. Nagłówka nie poprawiamy, ale za to zapraszamy Was do lektury kilku Porad Praktyka!

  1. Aby wjechać do Iranu, potrzebna jest wiza turystyczna. Wydawana jest przez Ambasadę Islamskiej Republiki Iranu w Warszawie, ul. Królowej Aldony 22 (Saska Kępa). Maksymalny czas pobytu to 30 dni, a koszt wizy to 50 euro. Proces wydania wizy może trwać nawet do miesiąca, choć zwykle nie przekracza tygodnia.
  2. Z takiej podróży warto przywieźć oryginalne (i przydatne!) pamiątki. Mielczarek poleca zwłaszcza irański kawior, perskie dywany, obrusy i inne ozdobne tkaniny, a także szkatułki. Dla wszystkich bibliofilów prawdziwy rarytas: pięknie zdobione wydania starej poezji perskiej w języku angielskim i perskim jednocześnie!
  3. Kiedy nie jechać do Iranu? Wiele osób odradza pobyt podczas ramadanu i dwutygodniowych świąt perskiego Nowego Roku. Turyści są oczywiście zwolnieni z obowiązku postu i traktowani są z wyrozumiałością 🙂 Może się to wiązać z utrudnieniami w dostępności gastronomii, ale za to rekompensatą może być obserwacja wieczornych uczt Irańczyków. Warto po prostu być świadomym!
  4. Zgodnie z wytycznymi WHO w Iranie nie są wymagane żadne dodatkowe szczepienia dla turystów.
  5. Zdjęcia? Jasne, tylko z głową 😀 Obowiązuje zakaz fotografowania obiektów rządowych, wojskowych, posterunków policji, lotnisk, portów czy niektórych obiektów religijnych.

Po więcej informacji odsyłamy już tradycyjnie do książki Mielczarka (KLIK). To już trzecie wydanie i możecie polegać na jego aktualności 🙂

Hedżab, dyskryminacja, czyli co z tymi kobietami?!

Jeden z najczęściej powielanych stereotypów (?) na temat Iranu dotyczy oczywiście sytuacji kobiet w tamtejszym społeczeństwie. Mówi się o ich dyskryminacji, zmuszaniu do noszenia hedźabu i braku praw. Jak jest naprawdę? Warto sięgnąć do sprawdzonego źródła! Naszym wyborem jest przewodnik Zbigniewa Mielczarka (KLIK!).

„Wbrew temu co się powszechnie sądzi, kobiety odgrywają ważną rolę w społeczeństwie irańskim. Kobiety bowiem i perfumy, jak mawiał Prorok Mahomet, to dwa wielkie dary boże. Prawa ich gwarantuje Konstytucja w art. 21, mówiąc: „Państwo zobowiązane jest zagwarantować kobietom szerokie prawa, ale z uwzględnieniem zasad islamu”. Islam przyjmuje co do zasady równość kobiet i mężczyzn. […] Większość kobiet jest zadowolona z panującego systemu społecznego, który gwarantuje im bezpieczeństwo, ochronę i szacunek. Nie zdarzają się tu takie ekscesy wobec kobiet jak np. w niedalekich Indiach. Feministki irańskie wywalczyły niedawno korzystniejsze dla kobiet prawo spadkowe, jak również obowiązek uzyskania przez mężczyznę zgody pierwszej żony na poślubienie kolejnej.”

A co z hedżabem? „Feministki z kolei uważają, że dzięki hedżabowi są równoprawne mężczyznom, gdyż skrywając urodę, neutralizuje on ich płeć. Zapewnia anonimowość i niezależność od urody i atrakcyjności fizycznej, ukrywa bowiem zarówno piękno, jak i brzydotę.”

I na zakończenie: „W Iranie mówią, że mężczyzna ma zawsze ostatnie słowo, brzmi ono: tak jest żono, będzie jak zechcesz”.

Takiej polemiki jest w książce Mielczarka wiele. Patrzy on bowiem na niektóre zjawiska nie z perspektywy Europejczyka-turysty, ale przyjmuje także punkt widzenia rodowitych Irańczyków, biorąc pod uwagę ich kontekst kulturowy. Co o tym sądzicie? Jesteście zaskoczeni? Może macie jakieś swoje doświadczenia w tym temacie?

#wiemwięcej #rozumiemwięcej #czytambolubię #mądrapodróż #Iran

Iran, Kraina Słońca, Persja – kilka słów o nazewnictwie

„Nazwa Iran pochodzi od słów arianam – buni i oznacza kraj, ziemię Ariów, ludu wywodzącego się z mitycznej krainy zwanej Ariana. Samo słowo aria oznacza zaś szlachetny. Nazwa Ariana użyta została już w Aweście, świętej księdze starożytnych Persów – zoroastrian. Dawna nazwa Persja pochodziła zaś od nazwy jednej z historycznych prowincji – Pars, dziś zwanej Fars, kolebki Persji, pierwotnego miejsca osiedlenia się plemion aryjskich. To nazwa przyjęta przez Europejczyków na ich własny użytek, bowiem ludy irańskie nigdy nie nazywały swojego państwa Persją. Nazwę Persja – Persis – „ziemia Persów” wprowadzili starożytni Grecy. […] Natomiast określenie „Kraina Słońca” jest używane jako alternatywna nazwa Iranu w literaturze perskiej i irańskich mediach. Iran jest pomostem między Wschodem a Zachodem, jednym z najstarszych państw na świecie.”

Zręczny Wydawca poleca na dziś trzecie wydanie kultowego już przewodnika po Krainie Słońca, czyli Iran. Przewodnik po kraju ajatollahów. Poszerzajmy horyzonty, niezależenie od tego, czy planujcie podróż czy będziecie tylko wodzić palcem po mapie i kartkach książki 🙂